• Udostępnij na Google+

Tydzień temu, w poszukiwaniu nowej gry, która zjadłaby odrobinę mojego czasu wolnego i stanowiła luźną odskocznię od reszty tytułów, trafiłem na premierę Fortnite. Przypomniał mi się długi pokaz deweloperów podczas tegorocznego E3, a ostatecznie górę wzięła nade mną chęć spróbowania czegoś nowego. Teraz, po mniej więcej trzydziestu godzinach spędzonych w grze, mogę Wam powiedzieć, czy powinniście dołączyć do mnie w walce z zombie.

Minecraft spotyka Left 4 Dead

Na początek pozwolę sobie oszczędzić kilka minut czytania tym, którzy mogą nie być zainteresowani już samym rodzajem rozgrywki. Jakby ktoś mi kazał opisać grę Epic jednym zdaniem powiedziałbym że, Fortnite to tower defense z widokiem z trzeciej osoby w prowizorycznym otwartym świecie. W rękach mamy różnego rodzaju bronie, od pistoletów czy wielkich siekier aż po wyrzutnie rakiet i karabiny maszynowe, a przeciwko nam lecą hordy zombie.

Wytłumaczę Wam zamysł całej gry na przykładzie standardowego meczu. Z mapy planety, na której aktualnie się znajdujemy, wybieramy misję poziomem trudności zgodną z naszym ekwipunkiem. Razem z trójką znajomych lub graczy dobranych nam przez matchmaking lądujemy na generowanej losowo mapie. W większości przypadków celem jest odnalezienie punktu, którego będziemy musieli bronić, żeby misję zakończyć sukcesem. Musimy najpierw odkryć konkretne miejsce, później zbudować wokół niego naszpikowany pułapkami i labiryntami fort, by wreszcie obronić go przed nacierającymi hordami zombie.

Jest jednak kilka haczyków, które czynią cały ten pozornie monotonny proces przyjemnym i wciągającym. Przede wszystkim, system strzelania robi robotę. Bronie mocno się od siebie różnią, gra pozwala na przebieranie w dziesiątkach różnych możliwości i dopasować asortyment do swojego sposobu mordowania przeciwników. Możemy złapać za miecz, dobrać do tego porządnego shotguna i pistolet albo sięgnąć po snajperkę czy eksperymentalne bronie z napędzane nietypową amunicją. Bardzo duże znaczenie ma również fakt, że praktycznie wszystko da się zniszczyć kilofem, który nasza postać cały czas nosi przy sobie. Każda najmniejsza rzecz daje nam surowce niezbędne do budowania kolejnych pułapek, przeszkód i nadawania kształtów bazie. Ponadto mapy są pełne małych zadań pobocznych, wymagających od nas zbudowania małej wieży, pokonania kilku zombie czy uratowania niewinnych mieszkańców, czyniąc eksplorację różnorodną i pełną niespodzianek.

W całe to zamieszanie został zgrabnie wpleciony system klas, ulepszania broni i tona zawartości, której nikt nie spodziewałby się po tego typu grze. Wystarczy powiedzieć, że liczba będąca wyznacznikiem naszego zaawansowania nie bierze się bezpośrednio z poziomu bohatera czy siły broni, a ze statystyk rosnących razem z zatrudnianymi „pomocnikami”. Potrafiłem spędzać pół godziny, porządkując nowe zdobycze w menu głównym czy błądząc w drzewku umiejętności.

Early Access

Powinienem chyba wspomnieć o tym odrobinę wcześniej, ale jakoś nie znalazłem na to odpowiedniego momentu. Postanowiłem więc zaznaczyć to jasno i wyraźnie w oddzielnym akapicie. Podstawowa wersja zapewnia nam wczesny dostęp do gry, która w przyszłym roku będzie dostępna za darmo. Odejść zawiedziona może więc kolejna grupa graczy niechętna, żeby zaufać deweloperowi, wesprzeć rozwój nowego tytułu i podjąć ryzyko ewentualnej porażki w nadchodzących miesiącach. Szczególnie, że pod niektórymi względami Fortnite przypomina typowy early access.

Na szczęście nie mówię tutaj o zapadaniu się pod mapę, problemach z serwerami czy irytujących bugach. Zabawa jest przednia, gra sprawia wrażenie skończonej i pełnoprawnej wersji, a błędy zdarzają się wyjątkowo rzadko. Chodzi jednak bardziej o sposób zaprojektowania zaawansowanych mechanik, które dotykają graczy mających na liczniku co najmniej kilkadziesiąt godzin. Fortnite jest z założenia mocno powtarzalny, opiera się w dużym stopniu na farmieniu surowców i materiałów niezbędnych do rozwoju, a kiedy przychodzi czas na odnalezienie własnej ścieżki wzmocnienia postaci, sporo rzeczy staje się niejasnych.

Mam po prostu na myśli, że Fortnite brakuje sporo do idealnej gry. Twórcy zaznaczali już kilkukrotnie poprzez oficjalnego Reddita czy Twittera chęć rozwoju i wysłuchania komentarzy graczy. Jest kilka aspektów tej gry, które są zwyczajnie głupie, nieprzemyślane. Nie pozostaje nic innego jak wzruszyć ramionami, obejść aktualne niedogodności i cierpliwie poczekać, aż twórcy przyjmą swój błąd do wiadomości. Early Access jest dla tych, którzy nie tylko cieszą się samą rozgrywką, ale nie mają również nic przeciwko, żeby stać się częścią trwającego projektu, akceptując przy tym ewentualne błędy czy eksperymenty.

Mikropłatności

Czuję się w obowiązku, żeby wspomnieć również o modelu mikropłatności, któremu wiele brakuje do doskonałości. W przyszłości będziemy mieli do czynienia z darmową grą, więc twórcy Fortnite przedstawili system lam funkcjonujących tutaj jako skrzynka, piniata pełna pożądanych ulepszeń.  Z lam bierze się dosłownie wszystko, każdy schemat broni, nowego bohatera czy lepszą pułapkę. Przedmioty mają swoją rzadkość, a żeby dostać to, czego naprawdę chcemy, potrzeba grubego portfela i szczęścia.

Problemów jest niestety jeszcze kilka. Przede wszystkim, nagrody za wykonywane zadania są słabe i mają się nijak do przedmiotów, które możemy dostać, niszcząc niczego nieświadome lamy. Nawet jeżeli uda nam się ukończyć misje na wysokim poziomie, zwieńczeniem wysiłku będą co najwyżej bohaterowie nie różniący się wiele od tych wręczanych graczom na początku ich przygody.

Nie ma tu raczej mowy o żadnym pay2win czy mikropłatnościach niszczących doświadczenie z grą. Irytacja pojawia się głównie w momencie, kiedy wyobrazicie sobie, jak mogłoby to wyglądać bez kupowania skrzynek i modlenia się o lepsze przedmioty. Takich jednak dożyliśmy czasów, sporo multiplayerów odchodzi w kierunku podobnych modeli, a kiedy deweloperzy wprowadzą należyte zmiany, Fortnite nie powinien wiele różnić się od swojej konkurencji pod względem mikropłatności.

 

Epic udało się stworzyć kawał świetnej gry. Tydzień po premierze jesteśmy na etapie, kiedy twórcy regularnie kontaktują się z fanami poprzez media społecznościowe, widać ich wysiłek włożony w Fortnite, a sam tytuł wymaga drobnych poprawek zmieniających aktualny rozwój postać. Poza tym całość dostarcza świetnej zabawy, jest idealnym tytułem dla grupy znajomych i w zaskakująco przyjemny sposób łączy ze sobą typowy TPS przypominający klimatem oraz humorem Borderlands z tower defense przywołującym na myśl Orcs Must Die! czy Dungeon Defenders.