• Udostępnij na Google+

 

Dzisiejszej nocy zakończył się turniej SeatStory Cup V. Weekend pełny emocji i kapitalnych zagrań. Autentycznie nie pamiętam tak świetnej imprezy. Imprezy pełnej śmiechu, topowych graczy z europejskiej sceny oraz kart wyciąganych niczym asy z rękawa. Imprezy, która pozwoliła mi uświadomić sobie sukces Hearthstone’a. 

 

Przecież nikt normalny nie będzie oglądał karcianek

image

Pamiętam, co się działo, kiedy HS miał swoją premierę. Tysiące ludzi rozbawionych twórcami mocno angażującymi się w esportową scenę. Dominowały komentarze o monotonnej rozgrywce i braku emocji. Można wpaść na streama, żeby pooglądać nowe talie albo sprawdzić, czym gra się teraz na najwyższym poziomie, ale przecież w końcu ludzie się znudzą.

Minęło już trochę czasu od premiery. Praktyka wygląda tak, że trzy ostatnie dni siedziałem przed monitorem, oglądając kolejne spotkanie SeatStory Cup. Atmosfera, zabawa, mecze pokera w tle, gracze czekający na swoje mecze komentujący aktualne spotkania… Ileż tam się działo! W przerwach między pojedynkami organizatorzy znaleźli nawet czas na kilka partii Monkey Business!

To był naprawdę kapitalny turniej. Miło jest popatrzeć na światową czołówkę relaksującą się przy grach planszowych albo tracącą swoje pieniądze przy pokerze niczym Forsen. Amerykanie śmiejący się z europejskich zwyczajów i rumuńskiego akcentu, komentatorzy upojeni alkoholem… Organizatorom SeatStory udało się stworzyć naprawdę oryginalną atmosferę, która pozwoliła zrelaksować się nawet osobom siedzącym przed monitorami.

 

To uczucie, kiedy patrzysz na topowe mecze Counter Strike’a…

… League of Legends, Doty czy innego Call of Duty. Włączasz streama, obserwujesz najlepszych zawodników i zastanawiasz się, jak to w ogóle jest możliwe. Widać ewidentną przepaść między graczami z najwyższych drabinek rankingowych a profesjonalistami. Wystarczy posłuchać komentarzy zawodników pokroju: „Widać, że to jakiś gracz z diamentu”. Dla nich to świadectwo braku pewnych ważnych na wysokim poziomie świadomości, dla mnie pochwała.

Rozchodzi się głównie o mechaniczne umiejętności, o perfekcyjne opanowanie możliwości, jakie daje nam dany tytuł. Nie ma też w tym nic dziwnego. Tysiące przegranych godzin robią swoje. Panowie zazwyczaj spędzają cały swój wolny czas przy jednej grze, by nagle pojawiła się opcja profesjonalnej gry. Wtedy grają jeszcze więcej. Oglądanie najlepszych drużyn jednocześnie motywuje i uświadamia różnicę między towarzystwem na streamie a zwykłymi śmiertelnikami.

 

Sekret Hearthstone’a

featured-secrets

Tymczasem pozbawiona mechanicznego skilla karcianka od Blizzarda tworzy złudne wrażenie, że esportowa scena jest na wyciągnięcie ręki. W końcu wystarczy po prostu zacząć myśleć standardami HS-a. Nauczyć się kart, grywalnych decków, wziąć do ręki długopis i ołówek. W Hearthstonie gra mózg. Nie potrzeba deathmatchów, odpowiedniej czułości myszki, mechanicznych klawiatur czy konkretnego monitora. Wystarczy telefon i logiczne myślenie.

Podczas turniejów nie widać tych wszystkich godzin, jakie zawodnicy spędzili nad ogrywaniem konkretnych match-upów, sprawdzaniu stworzonych talii. Widać tylko efekty. Kiedy profesjonaliści siedzą w fazie wybierania kart i planują pięć kolejnych rund do przodu, komentatorzy żartują z czyjejś fryzury. Ludzie śmieją się z lifecoacha, że nawet najprostsze decyzje podejmuje, wykorzystując cały możliwy czas, a to właśnie on wygrał SeatStory Cup.

 

Powiecie pewnie: „Ja tam wchodzę na te streamy, żeby podpatrzeć decki w praktyce…”. Ależ oczywiście! Ale jestem pewny istnienia osób podobnych do mnie. Osób, które po każdym zakończonym turnieju Hearthstone’a, przez kilka następnych dni nie wylogowują się z blizzardowego klienta. Turniejom HS-a towarzyszą emocje zbliżające nas do międzynarodowej sceny. Dzięki temu złudnemu odczuciu można zasiąść wygodnie przed monitorem i naprawdę wyobrażać sobie, że to my gramy o te wielkie pieniądze. Dlatego właśnie ostatnio tak dużą przyjemność sprawia mi karcianka Blizzarda.

  • Jakub Rojek

    Co do frazy „nikt normalny nie będzie oglądał karcianek”, to słyszę to już któryś raz i zawsze mnie to trochę dziwi. W końcu takie Magic: the Gathering, które nie jest co prawda elektroniczne, ale też jest CCG, ma ogromną popularność na całym świecie, a wszelkie Grand Prix i Pro Toury są śledzone i komentowane przez setki tysięcy ludzi, a serwisów poświęconych temu protoplaście wszystkich karcianek kolekcjonerskich jest od groma. Natomiast rozumiem też osoby, które nie lubią oglądać HS i widzę to też po sobie – tytuł Blizzarda to jedyna gra, w którą gram regularnie, ale oglądanie meczów jest dla mnie nudne (choć może faktycznie nie trafiłem jeszcze na taką atmosferę, o jakiej piszesz). Jako widz zdecydowanie wolę CS:GO.

    Pozdrawiam – SceNtriC

    • CSGO w takim kontekście wygra praktycznie zawsze, to fakt. Zasady są proste, ogromny hype, a i widowisko na najwyższym poziomie dostarcza ogrom emocji.
      Z HS-em problem największy jest taki, że bariera wejścia jest ogromna. Jeżeli nie grasz, nie znasz kart i w rezultacie nie wiesz, co może dojść zaraz komuś do ręki, bardzo mało można z tego wyciągnąć. Sam jednak wiem na własnym przykładzie, że nie trzeba być (na szczęście) dobrym graczem, żeby te emocje rozumieć i czerpać z nich garściami.

      Co do twojej niechęci do turniejów… Ciężko powiedzieć. Może faktycznie źle trafiłeś? Albo w ogóle nie oglądasz streamów? Poniżej podrzucam link do wczorajszego finału SeatStory Cup. Kwintesencja zajebistości competetive HS-a. Jak masz mniej czasu, zacznij oglądać częściami albo od piątej gry (3-1 dla Lifecoacha). Rewelacyjne BO7. Jak to ci nie siądzie, może faktycznie wolisz po prostu grać 😉

      • Jakub Rojek

        Rzeczywiście, streamów nie oglądam praktycznie w ogóle, niezależnie od gry. Ale na to wpływ ma cała kultura streamerów – rozumiem jedynie podglądanie profesjonalistów lub innych ciekawych momentów (nawet z HS, jak pokazywany jest interesujący deck), ale od czasu do czasu. Kompletnie nie rozumiem i wręcz przeraża mnie nałogowe oglądanie mas grających w grę i niespecjalnie więcej mających do zaoferowania (choć zwykle w pakiecie są wulgarne komentarze). Ok, dosyć tego wyżalania się, przepraszam 🙂 Z samego HS oglądam właściwie tylko kompilacje Troldena z najzabawniejszymi zagraniami.

        Dzięki za linka, obejrzę w wolnej chwili. Co do wcześniejszego oglądania turniejów w HS, to próbowałem podczas tegorocznego IEM, ale „dynamika” gier rozłożyła mnie na tyle, że szybko przełączyłem na HoTS i CS:GO. Może tutaj faktycznie się przekonam 🙂