• Udostępnij na Google+

512

Udało mi się w tym miesiącu obejrzeć kilka seriali. Nadrobiłem zaległości, sprawdziłem świeże tytuły… Żadnych spoilerów. 

 

Z Archiwum X (1×01-1×02)

Wielki powrót! Pamiętam, jakie dreszcze mnie przeszły, kiedy przeczytałem pierwsze plotki. Przypomniały mi się, jak będąc jeszcze dzieciakiem, oglądałem losowe odcinki z mamą, a potem pokutowałem, nie mogąc spokojnie zasnąć. Scully i Mulder wracają do akcji. Muszę Wam przyznać, że mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest mnóstwo seriali, które robią lepiej każdy jeden element składowy, ale z drugiej właśnie tego się spodziewałem. Pierwszy odcinek nie przypadł mi do gustu. Cieszyłem się z powrotu, czołówki, UFO… Jednak na twarzach aktorów widziałem jakby zmęczenie. Na większość dialogów krzywiłem się z niesmakiem, a samą intrygę możemy już kojarzyć z wątków przewijających się w przeszłości. Drugi epizod pozwolił mi przejrzeć na oczy. Kilka scen i retrospekcji wyszło naprawdę dobrze. Zwyczajnie zdałem sobie sprawę, że potrzebuję teraz takiego serialu.

 

Billions (1×01-1×02)

Walka między US Attorney, reprezentantem amerykańskiego rządu, a zasłużonym dla miasta milionerem, który swój sukces zawdzięcza prowadzonym funduszom inwestycyjnym. Dwa mocne odcinki. Kolejny serial w klimatach prawniczych. Wielkie pieniądze, imponujące wille, baseny, piękne kobiety… I milioner starający się uniknąć więzienia. Mieliśmy już sporo takich scenariuszy, ale dalej mnie do nich ciągnie. Szczególnie, że w tym konkretnym przypadku realizacja i aktorstwo tylko przygrywają sukcesowi, jaki udało osiągnąć się Showtime. Podoba mi się, jak szybko rywale stają między sobą, jak patrzą sobie w oczy i zdradzają swoje dalekie zamierzenia. Podoba mi się, jak dobrze utrzymane jest napięcie, kiedy panowie są gdzieś na jednej sali. I wyjątkowo podoba mi się utrzymany przy tym wszystkim humor. Początek pozwala mi pokładać w tej produkcji spore nadzieje.

 

Baskets (1×01)

Serial komediowy z Zachiem Galifianakisem w roli głównej. Wciela się on w rolę Chipa Basketsa, życiowego nieudacznika. Marząc o karierze klauna, jedzie do prestiżowej szkoły we Francji, ale nie wyciąga stamtąd nic, bo… Nie zna francuskiego. Wraca do swojego rodzinnego miasta z kobietą, która wzięła z nim ślub dla zielonej karty i powoli zdaje się zmierzać ku zmianom. Na razie los ewidentnie rzuca mu kłody pod nogi. Dwadzieścia minut wystarczyło, żebym cieszył się na następny odcinek. Trafił dla mnie humor, trafia do mnie sam Zach grający tutaj dwie role – smutnego klauna i jego brata bliźniaka… Baskets ewidentnie odstaje od rzeczywistości. Powodem jest nie tylko maska wymalowana na twarzy, a ja mam nadzieję, że twórcy pójdą z tym humorem o krok dalej.

 

Lucifer (1×01)

Strasznie mi przykro, że ten serial rozpoczął się fatalnie, bo przez moment nawet liczyłem na jakieś guilty pleasure. Diabeł, wbrew woli swojego ojca, opuszcza Piekło i schodzi na Ziemię. Szybko odchodzi od roli właściciela klubu w imię… rozwiązywania morderstw pod okiem Pani Detektyw. Na ekranie wypada to niestety równie głupio, jak brzmi. Jedynym jasnym punktem jest brak tajemnicy wokół przeszłości Lucifera. Główny bohater dumnie obnosi się ze swoją nieśmiertelnością, a równie otwarcie wykorzystuje też własne moce do pomocy policji. Reszta zwyczajnie nie działa. Tom Ellis i jego umiejętność zachęcania ludzi do wyjawiania im największych sekretów wypada koszmarnie. Skrzydła i szpony w komplecie z czerwonymi, demonicznymi ślepiami to szczyt tandety, a kwestie pod tytułem „Nie może ci zależeć na ludziach, jesteś Diabłem” tylko podkreślają wszechobecny kicz.

 

Abstrahując od Toma Ellisa, który zakończył dzisiejsze zestawienie, to był całkiem dobry miesiąc. Szczerze wątpię, żebym wszystkie te seriale śledził na bieżąco mimo swoich usilnych starań, ale to najwyraźniej nie leży w mojej naturze. Gwarantuję jednak, że kiedyś usiądę i pochłonę całe sezony, dobrze wspominając początki. Przy okazji powinienem wspomnieć, że nadrobiłem szósty sezon Modern Family. Cały czas bawię się równie dobrze, nie czuję tego spadku poziomu, nad którym tyle płakali „wielcy fani”. Rozumiem po prostu, jak działa ten gatunek i cieszę się, patrząc, jak Luke zaczyna podkradać rodzicom alkohol, a Alex wybiera college. Zdziwiło mnie tylko delikatnie zakończenie. Finał szóstego sezonu nie przypomina za bardzo poprzednich zakończeń z narracją w tle i łzą uronioną nad tyloma latami spędzonymi z serialem.

Zdążyłem też porzucić kilka produkcji. Gdzieś w okolicach dziesiątego odcinka dałem sobie spokój z Blindspot. Do niczego mi nie jest potrzebny kolejny nudny procedural. Próbowałem wrócić do Limitless, ale również bez skutku. Supergirl utrzymała mnie przy sobie do trzeciego odcinka. Nie daję rady dłużej tego oglądać. Nawet grając przy tym na komputerze czy przeglądając Internet. W kolejce czekają teraz drugi sezon Flasha oraz Pozostawieni.

Grzecznie również przypominam, że dzisiaj powrót Suits!