• Udostępnij na Google+

Otwarte turnieje, konkursy cosplayów, strefa dla zawodników chętnych sprawdzenia swoich umiejętności oraz dziesiątki największych streamerów na wyciągnięcie ręki. Brzmi dobrze, prawda? To wszystko udało zmieścić się ekipie Esports Now pod dachem Hali Stulecia we Wrocławiu… 

Znamy się już na tyle długo, że niektórzy pewnie spodziewają się, co przykuło moją największą uwagę z całego obszernego harmonogramu wrocławskiej imprezy. Oprócz otwartych turniejów dla wszystkich zgromadzonych zostały zorganizowane mecze na głównej scenie. Najlepsze polskie drużyny rywalizowały w Counter Strike’u oraz League of Legends o kilkanaście tysięcy złotych. Łączna pula nagród wyniosła 64 tysiące, co na nasze warunki robi wystarczająco duże wrażenie.

5

Zajmijmy się najpierw wszystkim, co otaczało główne rozgrywki. Największe zainteresowanie zyskały oczywiście turnieje organizowane na stoiskach Republic of Gamers, LG oraz Procpu. Odpowiednio: Hearthstone, Starcraft II i Counter Strike: Global Offensive. Każdy z uczestników imprezy mógł przyjść w odpowiednie miejsce, zgłosić swoją chęć uczestniczenia w którymś z turniejów i zmierzyć się z resztą przybyłych. Amatorów otaczało oczywiście grono zaciekawionych fanów chcących poznać najlepszych.

Rozmiar całej strefy otaczającej arenę Hali nie robił wielkiego wrażenia. Organizatorzy zmieścili na wynajętej przestrzeni tyle, ile tylko się dało, jednak każda kolejna atrakcja tylko potwierdzała, że daniem głównym są tu zaproszone drużyny esportowe. Najbardziej smuci potencjał otwartych turniejów i gier, w jakie przyszło zmierzyć się chętnym. Brakowało kilku(dziesięciu) dodatkowych metrów kwadratowych, żeby postawić przed monitorem trochę krzeseł i zachęcić do siebie odwiedzających.

W rezultacie Hearthstone dorobił się trzydziestocalowego telewizora, a widzowie mieli równie dużo miejsca co dwóch zaproszonych komentatorów. Część osób stawała na chwilę w przejściu, żeby popatrzeć, kto akurat zmaga się w karcianych bójkach, ale większość szybko odchodziła, nie wiedząc, gdzie się podziać. Tak odchodziłem również ja, niedawny Hearthstone’owy fanatyk. Biorąc pod uwagę czas włożony w organizację, można jedynie żałować, że nie znalazło się więcej przestrzeni na każdy z turniejów, żeby do amatorskich rozgrywek sprowadzić większą publikę.

Reszta to już strefy VR, dziesiątki komputerów rozstawionych do Overwatcha oraz kilkanaście stanowisk przeznaczonych na League of Legends. Tam nie zapędzałem się z powodów oczywistych. Kolejki… Zrobiłem kilka zdjęć czekających na swoją szansę młodych graczy, by zaraz później zniknąć im z oczu i wrócić tam, gdzie czułem się najlepiej – na scenę główną, między ludzi oczekujących kolejnej przelanej krwi na Summoner’s Rifcie.

2

Przechodząc do konkretów, Hala Stulecia była miejscem wielkich finałów rozgrywek, które do tej pory można było oglądać na streamach. Finałów ESPORT NOW 2016 League of Legends oraz GeForce Cup Counter Strike: Global Offensive. Oba z równą pulą 32 tysięcy złotych i 18 przewidzianymi dla zwycięzców. Organizatorzy zaprosili po cztery drużyny, a drugą czwórkę wyłoniono drogą eliminacji. Panowie rozegrali ćwierćfinały poza stadionem, a 28-29 maja na Hali Stulecia widzowie widzieli już tylko te najważniejsze mecze – półfinały i finały.

Powiem wprost: Counter Strike’a wygrał Dobry&Gaming, a League of Legends – Overused. W obu przypadkach mieliśmy pewne niespodzianki. AGG zrezygnowało z udziału w imprezie, więc większość czekała już tylko na wykorzystanie okazji przez D&G. LoL z kolei zaserwował nam bardzo mocny finał. Dwie jednostronne mapy na początek, a potem materiał szkoleniowy dla młodych zawodników – ostatnia runda Overused vs Szef+6. Emocje, dobry poziom, sporo śmiechu i kilka poważnych błędów. Jakby nie patrzeć, Polacy zapewnili widzom kawał porządnej rywalizacji. Wyprzedzając pytania w komentarzach, Virtusów nie udało się niestety sprowadzić.

Nie ukrywam jednak, że bardziej niż same mecze polskich drużyn interesowała mnie organizacja. Jak bardzo Esport Now może zbliżyć się poziomem realizacji do LCS-ów? Skoro zawodnicy nie są w stanie zakwalifikować się do Challenger Series, to może chociaż ogląda się to może chociaż przyjemność z oglądania jest zbliżona do zagranicznych mistrzów? Jakkolwiek zabawnie by  to nie brzmiało, gdyby się chwilę nad tym zastanowić, perfekcyjne rozwiązanie mamy na wyciągnięcie ręki.

4

Z przyjemnością stwierdzam, że realizacyjnie odstajemy głównie pod względem detali. Niestety, jak mówi stare przysłowie, diabeł tkwi w szczegółach. Szczegóły w tym przypadku mają spore znaczenie i czynią transmisje Riot Games tak dobrymi.

Główne różnice? Przygotowanie gry, faza picków oraz banów. Organizatorzy postanowili ekran wyboru postaci ubrać w dziwną, białą tapetę, która całkowicie uniemożliwiała odczytanie na telebimie kluczowych informacji. Komentatorzy mówią o banach, ale jak może nie być ich widać podczas rozważań, kto będzie grał jaką postacią? Jeżeli wspominamy już o casterach, to oni też mają zdecydowanie zbyt dużo roboty. Tworzą gry, zakładają pokoje, oglądają całe mecze z perspektywy zwykłego obserwatora. Raz taki stan rzeczy doprowadził do remake’u, tylko przedłużając oczekiwanie na pojedynek.

Czasami coś się psuło, innym razem czekaliśmy kilkanaście dodatkowych minut na rozwiązanie spraw technicznych, a od czasu do czasu kilka paneli na telebimach przestawało działać. Powiecie pewnie, że się czepiam. Że szukam dziury w całym. Na pewno nie można nazwać tego weekendu całością, ale naprawdę cieszę się z poziomu realizacji. Cieszę się, że nie zostałem zrażony od pierwszych minut. Może komentatorzy League of Legends bardziej bawią niż uczą, a do studiów momentami zapraszani są gracze bardziej popularni niż świadomi spełnianej roli eksperta, ale nie siedziałem na trybunach, zastanawiając się, co do cholery właśnie powiedział jeden z prowadzących. Mógłbym przecież równie dobrze siedzieć i patrzeć na standardowe, ciągnące się dziesiątkami minut opóźnienia Counter Strike’a, podczas których prowadzący już nie wiedzą, o co pytać swoich rozmówców.

3

Kiedy przeciskałem się między stojącą w przejściu młodzieżą pomyślałem sobie: „Potrzeba więcej miejsca”. Trzeba przyznać, że jest to myśl, która towarzyszy większości organizowanych w Polsce wydarzeń esportowych. Esport Now broni się jednak ze względu na wiek tej imprezy. Mamy przecież do czynienia z debiutem! Ciężko jest się do czegoś odnieść, przewidzieć liczbę uczestników czy zainteresowanie branży.

Hala Stulecia może wygląda dosyć imponująco, ale wnętrze nie sprawdziło się równie dobrze. Nie spodziewałem się przyjemnej temperatury w środku, nie byłem na tyle naiwny. Szczególnie przy ponad 25 stopniach na zewnątrz. Największym mankament stanowił bowiem wąski, okrążający całą arenę korytarz, który stał się miejscem wszystkich wspomnianych wcześniej stoisk. Ucierpiały na tym otwarte turnieje, bo ciężko było zaaranżować w przejściach wystarczająco miejsca dla potencjalnej publiki. Człowiek uczy się jednak na błędach, prawda?

Jeżeli organizatorzy tegorocznego Esport Now wyciągną odpowiednie wnioski ze swojej imprezy, możemy mieć kolejną poważną imprezę w przyszłym roku. Można spokojnie nazwać to dobrym, skutecznym startem. Publika dopisała, Polacy powalczyli o potężne sumy w emocjonujących turniejach, gracze mieli swoje stanowiska dla siebie, a wystawcy zapewnili przybyłym odpowiednią rozrywkę. Wystarczy po prostu przeanalizować wszystko krok po kroku i za rok zaserwować fanom niezapomniane esportowe doświadczenie.