• Udostępnij na Google+

 

Znudzony życiem w Piekle Lucyfer Morningstar postanawia wziąć urlop. Rzuca swoją dotychczasową pracę narzuconą mu przez Ojca, schodzi na naszą Ziemię i kupuje klub nocny w Los Angeles. Cóż złego mogłoby z tego wyniknąć…

Już na samym początku Diabeł wpada na Chloe Decker, ambitną i bardzo atrakcyjną policjantkę. Chloe okazuje się jedyną znaną głównemu bohaterowi osobą, która nie jest podatna na jego urok osobisty oraz diabelskie moce. Lucyfer dosyć szybko okazuje się przydatny dla LAPD. Kolejne 10 odcinków staje się więc sprawną realizacją znanej doskonale fanom seriali konwencji, gdzie tłem dla wszystkich wydarzeń jest szukanie morderców. Główna różnica polega jednak na tym, że sezon to raptem 13 epizodów, a policyjne śledztwa odgrywają tutaj znacznie mniejszą wagę niż w Castle, Bones czy innych proceduralach.

Przy okazji styczniowego podsumowania rozpoczętych seriali napisałem kilka krytycznych słów o pilocie. Zdania nie zmieniam. Początek wydawał mi się straszne drętwy. Nie widziałem chemii między głównym duetem, a pseudo-ponętne spojrzenie Lucyfera doprowadzało mnie do śmiechu. Po kilku odcinkach schowałem jednak w kieszeń pierwsze wrażenie i odnalazłem w tym serialu sporo przyjemności.

fox_Lucifer_L102_hulu

W rezultacie „Lucyfer” to połączenie bardzo prostych intryg z całkiem udanym humorem i prostą analizą współczesnego świata. Serial można bowiem podzielić na trzy główne wątki: regularne policyjne śledztwa, wątek rodzinny Diabła oraz jego odkrywanie Los Angeles, w które zgrabnie zostaje wplątana Chloe. Wszystko to ubrane w „boskie” poczucie humoru. Kiedy tylko ktoś wzywa Boga nadaremno albo wykrzykuje jego imię, błagając o pomoc, Lucyfer spieszy z ironicznym komentarzem, przypominając jednocześnie o swoim pochodzeniu.

Pierwsze skrzypce gra oczywiście Tom Ellis. Jest zdecydowanie zbyt pewny siebie, bierze dokładnie to, co sobie wymarzy, robi to za wszelką cenę, a po Ziemi stąpa ze świadomością, że jest nieśmiertelny. Może więc pozwolić sobie dosłownie na wszystko. Obok niego stoi policjantka, której sekret Lucyfer stara się zgłębić od samego początku. Im dalej w las, tym ten duet zaczyna coraz lepiej działać. Każda kolejna scena Diabła robiącego bekon na śniadanie Chloe zaczyna przekonywać nas do przyciągania między nimi.

Najmocniejszą stroną serialu jest jednak jego dbałość o postaci i podejście do głównych wątków. Mniejsza liczba odcinków sprawia, że twórcy starają się regularnie rozwijać wszystkie swoje postanowienia. Równolegle z tajemnicami policjantki, jej mąż stara się utrzymywać z nią lepszy kontakt, a Lucyfer zmaga się ze swoimi rodzinnymi więzami. Znalazł się nawet czas, żeby rozwinąć postaci drugoplanowe. Seksowna, zdystansowana barmanka zaczyna wzbudzać większe emocje w widzu i nagle każdy bohater pojawiający się na ekranie staje się dużo bardziej złożony, niż mogło nam się wydawać w pierwszej połowie serialu.

LUCIFER:  Pictured:  Tom Ellis as Lucifer. ©2015 Fox Broadcasting Co. CR: John P. Fleenor/FOX

Ciężko nawet powiedzieć, czy coś jest nie tak. Policyjne intrygi są banalne. Ktoś, kto już ma jakieś doświadczenie z podobnymi produkcjami, będzie wstanie odkryć cały sekret w kilka pierwszych minut. Już od samego początku widać więc, że twórcy nie przykuwają do tego aspektu żadnej uwagi. Cała reszta już gdzieś po prostu była. Lucyfer to przepis na idealnego, wzbudzającego zainteresowania bohatera, ponieważ robi coś, na co nie odważy się większość widzów. Jeżeli główny bohater odbiega w którąś stronę od utartych przez codzienność ścieżek, zaczyna wzbudzać naszą sympatię.

To było dobre 13 odcinków. Może 8 albo 10 sprawiało większość przyjemność, ale całość mocno intryguje. Druga połowa serialu została rozegrana na tyle dobrze, że końcówka to wręcz pociąganie za sznurki. Cliffhanger w ostatnich minutach sugeruje skończoną robotę i zostawia zainteresowanych fanów z uśmiechami na ustach. Biorąc pod uwagę wszystkie seriale, które rozpoczęły się w okolicach Lucyfera, to właśnie Diabeł skończył na górze.