• Udostępnij na Google+

 

O reżyserskim debiucie Dana Trachtenberga zrobiło się głośno dzięki temu, komu zawdzięczamy powrót Gwiezdnych Wojen. Już samo nazwisko J.J. Abramsa wpisane w zakładce „Producenci” napawało mnie optymizmem. Minąłem się z tym filmem w okolicach jego premiery, ale dzisiaj wreszcie udało mi się go zobaczyć. Powiedzieć, że dostałem to, czego oczekiwałem, to nie powiedzieć nic… 

„Cloverfield Lane 10” zaczyna się od wypadku samochodowego. Młoda dziewczyna zdezorientowana dzwoniącym telefonem traci kontrolę nad pojazdem i traci przytomność. Budzi się w nieznanej jej piwnicy z nogą przeczepioną łańcuchem do ściany. Chwilę później zamknięte na klucz żelazne drzwi zostają otwarte, a do środka trafia mężczyzna, który twierdzi, że uratował ją przed apokalipsą spowodowaną bronią chemiczną.

Od początku jest coś nie tak. Howard trzyma Michelle pod kluczem, niewiele mówi i nie zdradza też zbyt wielu szczegółów. Przez cały film nie opuszczamy dziewczyny o krok. Razem z nią odkrywamy kolejne fragmenty układanki, znajdujemy różne poszlaki i staramy dopasować się do tej niewygodnej sytuacji. Zamknięcie pod ziemią na kilka następnych lat nie brzmi niestety zbyt ciekawie, a niejasne wytłumaczenie tego, co znajduje się nad nami, wzbudza tylko więcej wątpliwości.

Tym co odróżnia „Cloverfield Lane 10” od każdego, zwykłego filmu w klimatach postapokaliptycznych jest to, jak łatwo reżyser bawi się swoimi widzami. Kiedy tylko myślimy, że jeden problem odejdzie w zapomnienie, twórcy szybko uświadamiają nam pozory aktualnego rozwiązania. Sukces tkwi tutaj w bliskich relacjach widza z Michelle. Sympatyzujemy z nią, identyfikujemy się z jej zagubieniem, stawiamy w podobnej sytuacji i zaczynamy razem z nią szukać rozwiązania. „A co by było gdyby mnie ktoś zamknął kilka metrów pod ziemią wbrew mojej woli?”. Tym samym wciągamy się w ten ciąg niejasności oraz niedomówień stworzony przez Trachtenberga, który trzyma nas aż do samego końca.

W rezultacie do ostatnich minut nie wiemy zupełnie nic. Mimo stale odnajdywanych przez Michelle wskazówek, nie znamy niczyich intencji, nie wiemy, kto mówił nam prawdę, a kto kłamał. Na kwadrans przed finałem tak głęboko wpadłem w intrygę, że zacząłem podejrzewać samą główną bohaterkę o jakąś konspirację. Reżyser doskonale bawi się konwencjami, serwując nam nawet w pewnym momencie kilka minut solidnego, inteligentnego humoru. Muzyka dopełnia klimatu w odpowiednich momentach, a aktorzy dają pokaz swoich umiejętności na małych przestrzeniach.

Czy coś jest w ogóle nie tak, jak być powinno? Zakończenie. Sądząc po opiniach moich znajomych na Filmwebie, nie jestem jedyny, który miał z nim delikatny problem. Nie chodzi bowiem o samo rozwiązanie intrygi, ale o sposób, w jaki zostało to pokazane. W całą tę zabawę znanymi zagrywkami wdarły się sceny rodem z tanich filmów akcji, gdzie główny bohater wykazuje się swoją niebywałą inteligencją, łącząc w kryzysowej sytuacji wszystko, co ma pod ręką. Po tak dobrym thrillerze spodziewałem się dużo bardziej metaforycznej końcówki, jednak wciąż szanuję reżysera za całkowite odejście od banału.

„Cloverfield Lane 10” to naprawdę dobra produkcja. Już chyba sama recenzja powinna wam uświadomić, dlaczego J.J. Abrams zainteresował się debiutem Trachtenberga. Intryga, mroczne klimaty, elementy fantastyczne oraz imponująca świadomość tego, co się robi. Dan swoim pierwszym filmem może nie otwierać nam oczu na zupełnie nowe doznania, ale realizuje znane nam zagrywki na tyle dobrze, że wciąga w swój świat i zachęca do śledzenia kolejnych projektów.