• Udostępnij na Google+

netflix

Dzisiaj będzie bardzo komediowo.

Podobno polski Netflix jest ubogi. Kilka świadomych osób już obalało tę teorię. Ja mam zamiar zrobić to na dłuższą metę. Po roku używania wersji amerykańskiej, przesiadłem się na naszą ojczystą i teraz mogę oglądać seriale wszędzie. Przewodnik ma Wam pomóc w doborze oglądanych przez Netflixa treści.

 

Unbreakable Kimmy Schmidt

Cztery dziewczyny dołączyły do sekty, wierząc w nadchodzącą apokalipsę. Przeświadczone, że koniec nastąpił, przez 15 lat żyły zamknięte w bunkrze. Kiedy w końcu zostają odnalezione i wypuszczone na zewnątrz, jedna z nich postanawia zostawić tamte wydarzenia za sobą i rozpocząć nowe życie w Nowym Jorku.

Pierwszych kilka odcinków bardzo mnie zniechęciło. Gdzieś przy trzecim epizodzie zacząłem się śmiać. Całość wypada dosyć solidnie. Głównym tematem do żartów jest oczywiście Kimmy i jej nieznajomość współczesnego świata. Podchodzi do niego bardzo naiwnie, komentując go od czasu do czasu swoimi staroświeckimi powiedzeniami. Co więcej, już w pierwszym odcinku zaczyna pracować dla żony miliardera, trafiając w bardzo ekscentryczne towarzystwo. Z kolei jej najlepszym przyjacielem zostaje czarny gej. Stereotypy.

I tak jak na początku siedziałem zirytowany i rozczarowany, tak z czasem nabiera to charakteru. Ze świecą tu szukać jakichś nowych zabiegów. Moje negatywne wrażenie może też wynikać z tego, że chwilę przed rozpoczęciem tego serialu, skończyłem „Master of None”…

 

Master of None

Najpierw rzuca się aspekt wizualny. Twórcy nakręcili ten serial, jakby z zamierzeniem puszczania go w kinie. Potem poznajemy głównego bohatera – Deva. Jego ojciec ciężko pracował w Indiach, żeby w końcu wyjechać z kraju i zapewnić mu przyszłość. Dev żyje z reklam, które co jakiś czas zapewniają mu porządny zastrzyk gotówki. Opłaca tym czynsz, regularne imprezy i obiady, a w wolnych chwilach stara się o role w filmach.

To nie jest do końca komedia. Bardziej komediodramat albo, jak kto woli, dramedy (comedy-drama). Dev wiedzie dosyć zwyczajnie życie. Zastanawia się nad tymi samym problemami, które nurtują większość ludzi w jego wieku. Niepokoi się o stosunki z rodzicami, boi się ślubu, poważnych związków, nie do końca rozumie kobiety, czasami nęka go jego pochodzenie… Jednak sposób w jaki radzi sobie z problemami i jak przedstawia je serial, znacznie różni się od tego, co widujemy w większości seriali komediowych.

I tutaj właśnie pies został pogrzebany. Bo tak jak „Kimmy…” śmieje się z utartych stereotypów, tak „Master of None” zmusza nas do dodatkowych przemyśleń. Netflix w swojej nowej produkcji daje nam to, czego brakuje u większości reprezentantów tego gatunku.

 

Brooklyn 9-9

Mam takie wrażenie, że już się wypowiadałem gdzieś na temat tego serialu. Skończyłem ostatnio drugi sezon. Poziom dalej stoi tak wysoko, jak wcześniej. Tutaj zdecydowanie przeważa aspekt rozrywkowy, ale postaci wyjątkowo przypadają do gustu. Kilka odcinków na temat policyjnych spraw, a potem ten jeden, który zbiera wszystkich w jedno miejsce i pokazuje więź, jaka łączy wszystkich bohaterów. Andy Samberg robi robotę. Mocna końcówka drugiego sezonu. Trzeba szybko nadrabiać trzeci, który teraz jest gdzieś w połowie emitowania…