• Udostępnij na Google+

Tak jakoś wyszło, że PlayerUnknown’s Battlegrounds, temat mojego ostatniego opublikowanego tutaj tekstu, będzie również w centrum dzisiejszych nowości. Pod koniec kwietnia pisałem, dlaczego warto spróbować swoich sił w nowym multiplayerze, a ostatnie miesiące tylko potwierdziły moje wcześniejsze zachwyty. Ogłoszony niedawno turniej na Gamescomie z pulą nagród 350 tysięcy dolarów doskonale świadczy za sukces Brendana Greene’a.

PUBG Invitational Presented by Bluehole and ESL, bo tak oficjalnie nazywa się organizowane wydarzenie, będzie trwał na hali Gamescomu od 23 do 26 sierpnia. Cztery rozgrywane tryby, 80 zaproszonych osób, jeden zwycięzca i 350 tysięcy w puli nagród. Profesjonalni zawodnicy, którzy aktualnie zajmują się w dużej mierze streamowaniem, zachęcą graczy do obejrzenia transmisji na Twitchu, a pieniądze przyciągną szerszą publikę. Wejście w świat esportu PlayerUnknown’s Battlegrounds ma najwyraźniej nastąpić szybko i z pompą. Zmusiło mnie to do zastanowienia się, jak duży potencjał ma hit ostatnich miesięcy, żeby naprawdę namieszać na rynku zdominowanym przez kilka gier.

Proste podstawy

Pierwszym, istotnym czynnikiem, który wpływa na odbiór tytułu przez szerszą publikę jest to, na ile łatwo można opisać zasady. W Counter Strike’u początek nie należy do najtrudniejszych. Jedni się bronią, drudzy atakują, w ręku mają bombę, a w dwóch miejscach mapy możliwość jej podłożenia. Za pozornie prostymi regułami gry kryją się oczywiście złożone mechaniki, ale to jedno zdanie wystarczy, żeby nie pozostawić nowicjuszy skonsternowanych przed trwającym turniejem. Tyle wystarczy, żeby wzbudzić zainteresowanie…

PUBG pod tym kątem spełnia najśmielsze oczekiwania. Większość ludzi powinna bowiem nie tylko szybko zrozumieć cel gry, ale również szybko skojarzyć go z Igrzyskami Śmierci. Trzeba po prostu przeżyć, dostosowując się do prostych zasad narzucanych przez deweloperów. Jeżeli ciekawią Was konkretne mechaniki, szczegóły znajdziecie w moim poprzednim tekście. Tymczasem niezaznajomiony z grą Brendana widz już od samego początku wie na tyle dużo, żeby ze zrozumieniem obserwować rozgrywkę prezentowaną na wielkim ekranie.

Istota perspektywy

PUBG aktualnie bije większość rekordów swoich poprzedników. Minie pewnie jeszcze trochę czasu, zanim ktoś usiądzie i zbierze w jedno miejsce wszystkie liczby, ale już 442 tysiące ludzi online w jednym momencie robi ogromne wrażenie. Wystarczy zajrzeć na Steam Charts czy Twitcha, żeby dostrzec dominację. Na platformach streamingowych czy YouTube PUBG to oddzielny fenomen. Czołowi streamerzy szybko dostrzegli drzemiący w nowych battlegroundach potencjał, dzięki czemu teraz grze Bluehole udaje się regularnie mijać na liście najchętniej oglądanych gier League of Legends czy Counter Strike’a.

Powód jest prosty. PUBG‚a ogląda się wręcz rewelacyjnie, kiedy siedzimy za przysłowiowymi plecami jakiegoś dobrego gracza. Emocje, pozycjonowanie, umiejętności mechaniczne, mapa zawężająca się w niefortunnych miejscach… Większość streamów jest na tyle popularna, ponieważ w stu procentach oddaje uczucia, jakie towarzyszą graczom podczas ich podbojów na serwerach.

Problemy niestety zaczynają się w momencie rozpoczęcia turnieju. Nagle komentatorzy starają się ogarnąć wzrokiem setkę graczy na mapie, a kamera z trzeciej osoby sterowana przez streamera zmienia się na widok z lotu ptaka. Emocje rozpływają się w powietrzu, kiedy pojedynki, które większość do tej pory oglądała zza pleców pojedynczych graczy, teraz ograniczają się do białych pseudonimów znikających z mapy oraz zwieńczenia śmierci krótkim komentarzem.

Wyzwanie dla realizatorów

Mecze ostatniego Majora w Krakowie były przerywane rozrywkowymi materiałami z udziałem członków ekipy odpowiedzialnej za turniej PGL. Podczas jednego z takich wideo wypowiadał się jeden z obserwatorów, który podczas meczów odpowiada za pokazywane na ekranie sytuacje, wspominając wczesne problemy Counter Strike’a w ogarnięciu dziesiątki graczy biegających po tej samej mapie.

Pomnóżcie sobie dwie drużyny z CS-a razy osiem i weźcie pod uwagę, że tutaj zawodnicy dzielą się na dużo mniejsze grupy, jeżeli nie są zdani sami na siebie. Gamescom Invitational przewiduje cztery dni z czterema różnymi trybami – solo, duo, duo z widokiem z pierwszej osoby oraz pojedynki pomiędzy czteroosobowymi grupami.

Kluczem do sukcesu nadchodzącego pod koniec sierpnia turnieju jest moim zdaniem profesjonalna realizacja. Jeżeli deweloperzy nie przewidują innego trybu obserwatora na Invitational, organizatorzy powinni posadzić przed monitorami konkretną liczbę osób znających PUBG-a na pamięć i nauczyć się sprawnie przeskakiwać pomiędzy wydarzeniami z krańców mapy. Widok z lotu ptaka pomoże pokazać sytuację na mapie, ale nie odda emocji, które obok strategii i mechanicznego „skilla”, są najważniejszą częścią tej gry.