• Udostępnij na Google+

Ona jest uzależniona od seksu, alkoholu i narkotyków. On od dziecka marzył, żeby zostać dorosłym, a teraz pracuje na holywoodzkim planie jako nauczyciel młodej gwiazdy. Oboje skończyli ostatnio długie związki i próbują radzić sobie z samotnością.

Jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało, „Love” swoją prostotą trafia w punkt. Zgodnie ze starym powiedzeniem o przyciągających się przeciwieństwach już w pierwszym odcinku rzuca głównych bohaterów przeciwko sobie. Żadnej miłości od pierwszego wejrzenia czy motyli w brzuchu. Gus i Mickey potrzebują sporo czasu, żeby zrozumieć prawdziwą naturę ich znajomości.

Gillian Jacobs i Paul Rust od pierwszych minut pokazują, że czują swoje role, jednak to dopiero kilka odcinków później całkowicie się do nich przekonałem. Początek sprawia wrażenie delikatnie szablonowego pod względem rozpisania postaci. Mickey wyglądała na zepsutą, nieodpowiedzialną imprezowiczkę, a Gus na stereotypowego geeka, który nie potrafi sklecić dwóch poprawnych zdań w rozmowie z atrakcyjną kobietą. Moja początkowa pomyłka uczyniła ten seans jeszcze przyjemniejszym. Postaci zdały się ewoluować i odkryć część siebie skrywaną do tej pory w życiu codziennym.

Aktorstwo stoi na wysokim poziomie, realizacja nie ustępuje żadnemu z poprzednich produkcji oznaczonych mianem „Original Netflix Series”, a soundtrack koi moje uszy każdego poranka, od kiedy obejrzałem ostatni odcinek. Najmocniejszą stroną „Love” jest jednak uderzająca prawdziwość. Kolejne absurdalne zachowania głównych bohaterów, ich refleksje, zaspokajane potrzeby… Z takich sytuacji wynika większość emocji.Obserwujesz awanturniczą naturę Mickey, zaczynasz obwiniać ją za impulsywność i niedojrzałe zachowanie, a potem przypominasz sobie, jaki numer odstawiłaś ostatnio swojemu mężowi. Śmiejesz się z Gusa, który nie potrafi odnaleźć się w dwuznacznej sytuacji, by chwilę później utkwiła ci w głowie ostatnia kłótnia z byłą dziewczyną.

Netflix po raz kolejny pokazuje klasę. „Flaked” mogło być delikatną wpadką jeżeli chodzi o ich produkcje, ale „Love” nadrabia straty z ogromną nawiązką. Długa komedia romantyczna z mnóstwem inteligentnego humoru i kapitalnie rozpisanymi postaciami. Kolejny doskonały powód, żeby wysupłać z portfela te kilka dolarów miesięcznie i rozsiąść się wygodnie przed całą biblioteką znakomitych tytułów.