• Udostępnij na Google+

 

Z szerokim uśmiechem na ustach wchodziłem do sali kinowej na seans kolejnej części. Oprócz mojego jawnego identyfikowania się z kochającym kluski głównym bohaterem, jest to jedna z moich ulubionych animacji. 

Życie Smoczego Wojownika toczy się dalej. Kiedy Po kończy treningi z Mistrzem Shifu i sam zaczyna uczyć swoich partnerów, z krainy duchów wraca niebezpieczny złoczyńca Kai. Jest teraz znacznie silniejszy, pokonuje wszelkich aktywnych mistrzów w całych Chinach, by wreszcie wybrać sobie za cel ostatniego posiadacza mocy chi – Po. Głównym wątkiem filmu jest tym razem słynna, ukryta wioska pand, gdzie przyjdzie się udać naszemu faworytowi w poszukiwaniu swojej historii.

Trzecią odsłonę serii można śmiało uznać za tę najgęściej przeszytą dowcipami. Tak jak poprzednie części skupiały się na ciężkiej pracy Po, na dążeniu do celu i efektach jego regularności, serwując widzom jednocześnie slapstickowy humor, tak numer trzeci został wypełniony po brzegi powodami do gromkiego śmiechu. Plan zrealizowany w stu procentach. Fabuła jak zwykle stanowi powód do stawiania bohatera w zabawnych sytuacjach, ale tym razem wyjątkowo przypadła mi do gustu. Wioska pand robi wrażenie. Komicznie było patrzeć na wielkie, nienawidzące schodów społeczeństwo składające się z małych i większych klonów Po.

Dreamworks stworzyło naprawdę kapitalną postać, która aktualnie jest w stanie pociągnąć cały film. W dokładnie trzy godziny poznałem Po na wylot. Poznałem go do tego stopnia, że teraz przewiduję co najmniej połowę jego zachowań w specyficznych sytuacjach i śmieję się w głos, kiedy udaje mi się trafić w charakter wypowiedzi pandy. Trzecia część pod tym względem nie zmienia się ani trochę. Dalej mamy tego samego Po, pandy będące niemal jego kopią i resztę mistrzów, które bawią stereotypami.

Kung Fu Panda korzysta z bardzo prostych metod przekonania do siebie widza, ale umie się nimi posługiwać na tyle zgrabnie, że każda kolejna postać bawi, wzbudzając jednocześnie odpowiednie uczucia. Dokładnie takiej świeżości brakuje od kilku lat Epoce Lodowcowej, która aktualnie potrafi znudzić mnie już samym trailerem. Nowi bohaterowie całkowicie nie trafiają w moje gusta i nijak mają się do tego, co prezentują sobą znajomi Po.

Po wyjściu z kina pomyślałem, że kolejne części będzie się oglądało jak dobre sitcomy. Znamy już bohaterów, ich przyzwyczajenia czy cechy charakterystyczne, znamy całą fabułę, wokół której kręcą się kolejne odsłony i czekamy po prostu na Wielkiego Złego. Potem jednak dotarło do mnie, ile jeszcze pozostało wątków do zrealizowania. Po przecież jeszcze nie znalazł sobie partnerki, nie założył rodziny. Może dzieci też będzie szkolił na Mistrzów Kung Fu? W teorii brzmi to trochę sztampowo, ale póki nie zniknie ta świeżość i mocna dawka humoru, uśmiech prędko nie zniknie z mojej twarzy.