• Udostępnij na Google+

Sukces PlayerUnknown’s Battlegrounds rośnie z dnia na dzień. Kolejne rekordy bite przez nową grę Brendana Greene’a motywują deweloperów do spróbowania swoich sił w nowym gatunku. Panowie z Epic Games postanowili niedawno wkroczyć w świat battleroyale i dogodzić fanom, którzy poszukują chwili wytchnienia od PUBG-a. Tym sposobem Fortnite został wzbogacony o nowy tryb… 

Fortnite był już kiedyś tematem moich przemyśleń na blogu. Wtedy nikt nawet nie myślał o PvP, dominacja PlayerUnknown’s Battlegrounds nie wydawała się jeszcze tak duża, a dyskusja wrzała głównie wokół systemu mikropłatności. Przez ten czas Epic Games poczęstowało swoich fanów obszerną aktualizacją. Mimo ciągłego kontaktu deweloperów z fanami, nie zmieniło się jednak wiele w kwestiach wzbudzających największe wątpliwości. Ciągły grind i powtarzanie kilku tych samych misji, wprowadza zbyt dużo monotonii, jednocześnie nie nagradzając gracza za jego trudy. Niedługo później okazało się, że cisza zwiastowała nadejście małej rewolucji. 

Spacer wydeptaną ścieżką

Jeżeli graliście w H1Z1, mody do Army czy PlayerUnknown’s Battlegrounds, podstawowe założenia nowego trybu Fortnite nie będą dla Was większym zaskoczeniem. Wsiadacie w lecący wzdłuż mapy samolot, wybieracie dogodne miejsce do znalezienia broni, a spadochron na plecach pozwala sprawnie tam dotrzeć. Później trzeba po prostu przeżyć, zabijając stojących na drodze do zwycięstwa wrogów i utrzymując się w ścigającym nas kółku. 

Solidny, sprawdzony schemat został również wyegzekwowany w przypadku promocji nowej aktualizacji. Epic Games po raz kolejny potraktowało Twitcha jako swój główny mechanizm marketingowy. Słusznie postanowili sięgnąć do źródła, gdzie codziennie tłumy graczy spędzają czas na streamach PUBG-a. W nowym trybie Fortnite próbowali swoich sił m.in. Timthetatman czy Dr DisRespect, generując spore zainteresowanie wśród dziesiątek tysięcy widzów. 

Sukces tkwi w prostocie

Ciężko nazwać jednak nowy battleroyale zwykłą próbą wybicia się na sukcesie poprzedników. Twórcy dostrzegli potencjał w dotychczas zaimplementowanych mechanikach, które okazały się całkiem dobrze współgrać z trybem gry. Przede wszystkim, system budowania z PvE został przeniesiony tutaj. Każdą grę rozpoczynamy z kilofem w ręku. Za jego pomocą możemy sprawnie wydostawać się z budynków, zbierać materiały, a później na płaskiej powierzchni tworzyć nowe struktury. 

Daleko jesteśmy na razie od budowania wielkich fortyfikacji w samym środku kółka, ale kilka prostych ścian potrafiło niejednokrotnie uratować mi życie. Zdarzyło się kilka przypadków, kiedy zaraz po oberwaniu od przeciwnika, stworzyłem przed sobą mały murek i zacząłem się leczyć, mając jednocześnie oko na rywala dzięki widokowi z trzeciej osoby. Priorytetem ponad drewnem czy metalem są jednak leżące na ziemi bronie, więc zazwyczaj można pozwolić sobie jedynie na proste, skromne budowle. 

Pozostając w temacie różnic, Fortnite Battleroyale jest znacznie szybszy od większości reprezentantów tego gatunku. Kółko zawęża się bardzo sprawnie, niewielka mapa nie przewiduje żadnych środków transportu oprócz naszych zgrabnych nóg, a etap „lootowania”, przeszukiwania budynków, trwa tutaj znacznie krócej. Nie ma mowy o jakichś hełmach, dodatkach czy różnych sposobach leczenia. Najbardziej pożądanym znaleziskiem jest świecąca skrzynka, która w PvE zapewniała sporo materiałów. Battleroyale traktuje ją jako źródło rzadszych broni, apteczek oraz dodatkowej amunicji. 

Epic Games zrezygnowało również z plecaka. Na ziemi możemy znaleźć wyłącznie bronie i leczenie, a w końcowych fazach gry, kiedy z pokonanych rywali sypie się ich ekwipunek, musimy nauczyć się zarządzać swoimi dobrami. Gra pozwala zawodnikom na trzymanie przy sobie zaledwie pięciu przedmiotów. Czasami warto zrezygnować z drugiej broni, zabrać ze sobą więcej leczenia albo złapać za snajperkę w imię granatów czy dodatkowych bandaży. Prostota wychodzi Fortnite na plus, zmuszając graczy do przystosowania się do nowych, nietypowych warunków. 

Syndrom H1Z1

Mamy do czynienia z bardzo solidnym battleroyale. Epic Games po raz kolejny należy się spory ukłon za to, że mimo wciąż trwającego wczesnego dostępu, ich gra działa naprawdę dobrze. Nie ma większych błędów, tragicznych spadków klatek czy wpadania pod mapę. Twórcy po raz kolejny popisali się stabilnym startem, serwując swoim fanom udany tryb. 

Nie przeszkodziło to jednak zebranym wokół Reddita użytkownikom odnaleźć kilka wątpliwości odnośnie aktualnego stanu Fortnite. Większość graczy całkiem spodobał się nowy tryb PvP, ale regularne wpisy od osób kupujących grę wyłącznie dla battleroyale’a przypominają o historii H1Z1. Niedługo po tym, jak Daybreak rozpoczęło swoją przygodę z King of the Kill, deweloperzy Just Survive odłączyli się od trybu PvP, powodując szybką śmierć początkowej wersji gry. 

Ewentualny sukces Fortnite Battleroyale postawi deweloperów przed sporym wyzwaniem. Na razie nie zapowiada się na wielką rewolucję, jednak sporo zmieni się, kiedy tryb dostanie opcje, które u konkurencji są już normą. Na razie brakuje grania ze znajomymi czy rankingów. Takie decyzje mocno dzielą społeczność, a przecież samemu tower defensowi brakuje wiele do ideału. Warto przez nadchodzące miesiące przyjrzeć się Epic Games, bowiem niedługo powinniśmy dowiedzieć się, na ile nowy tryb zmieni kierunek rozwoju Fortnite

A na koniec… galeria zdjęć! 

Fortnite Battleroyale