• Udostępnij na Google+

Końcówka każdego roku jest dla mnie niczym małe święto. Portfel płacze, a na ustach widnieje szeroki uśmiech. Zaraz obok nowego Call of Duty wychodzi kolejna Fifa. Biorąc pod uwagę fakt, że do premiery zostały jeszcze dwa tygodnie, postanowiłem ściągnąć z PlayStation Store świeżutkie demo i zorientować się, czego mogę spodziewać się tym razem. Zapowiada się bardzo dobry rok dla fanów piłki nożnej… 

 

Pozorny brak zmian 

Jeżeli gracie wystarczająco dużo w jakąś Fifę, z czasem zaczynacie wyrabiać w sobie pewne przyzwyczajenia. Między innymi dlatego doświadczeni gracze ostro reagują na wszystkich twierdzących, że każda kolejna gra Electronic Arts jest dokładnie taka sama. Nawyki z poprzedniego ogrywanego tytułu odchodzą jednak na bok zaraz po włączeniu najnowszej odsłony. 

W tym przypadku było podobnie, chociaż różnica dla mnie nie była na tyle wyraźna, co w przypadku Fify 17. Zawodnicy wydają się nieco ciężsi, toporniejsi, a drybling przychodził na początku ze sporą trudnością. Pierwsze zagubienie szybko odchodzi jednak na bok, kiedy w centrum zainteresowania stają wymieniane jeszcze w menu głównym zmiany. 

Szybciej, zwinniej, dokładniej 

Fifa 17 była mocno oparta na podaniach. Dużo łatwiej odbierało się piłkę przeciwnikowi, zawodnicy często stawali na drodze niecelnego zagrania, a środek pola wreszcie zaczął mieć większe znaczenie. Przyjemnie grało mi się Bayernem Monachium czy Barceloną, nauczyłem się mądrzej rozgrywać piłkę. 

Wiedza z poprzedniej odsłony najwyraźniej przyda się również w osiemnastce. Po kilku rozegranych meczach widać jednak, że do łask Electronic Arts niedługo powrócą zwinni, szybcy zawodnicy. Gracze dużo lepiej i wyraźniej wychodzą na pozycje, wykorzystując przede wszystkim prędkość własnego biegu. Teraz, nawet z piłką przy nodze, można sprawniej wyprzedzić wolniejszego obrońcę, dużo łatwiej zapewniając sobie dogodną do strzału pozycję. 

 

W trybie Ultimate Team znów dominować będzie formacja 4-3-3, powodując szeroki uśmiech na ustach miłośników zwinnych skrzydłowych. Szybko można również dostrzec zmiany w dośrodkowaniach, kolejny aspekt często wymieniany przez twórców. Zagrania górą wydają się bardziej różnorodne. Po raz pierwszy od Fify 14 zrezygnowałem z ciągłego schodzenia do środka boiska i zacząłem szukać strzałów głową. Po paru obiecujących próbach zniknęło uczucie, jakbym takim pomysłem spisywał całą akcję na straty. 

Po tych kilkunastu zagranych meczach nie odczułem więcej jakichś diametralnych różnic. Reszta nowości to głównie interesujące, drobne pomysły pokroju sugerowanych zmian. Regularnie, w okolicach 60-tej minuty meczu, dostawałem propozycje wrzucenia na ławkę bardziej zmęczonych zawodników. Wystarczy tylko przytrzymać R2, potwierdzić czynność, a plan naszego komputerowego pomocnika zostaje wcielony w życie. 

Alex Hunter rusza na podbój Hiszpanii 

Oprócz szybkich meczów pomiędzy kilkoma drużynami, gracze dostali również do dyspozycji krótki fragment trybu fabularnego. Ograny już z Chelsea Alex Hunter staje przed ciężką decyzją. Główny bohater przyjmuje ofertę transferu od Realu Madryt, jednocześnie wręczając graczom ciężki orzech do zgryzienia. Naszym zadaniem jest rozegranie ostatniego meczu Alexa w Londynie, przy głośnym akompaniamencie gwizdów naszych byłych fanów. 

Po skończonym spotkaniu następuje kolejny przerywnik filmowy zapowiadający fabułę pełną zwrotów akcji i napięcia. W tym trybie najwyraźniej nie doczekamy się wielu zmian. Przed każdym występem trener streszcza niezbędne do zrealizowania cele, a podejmowane na boisku decyzje wpływają na naszą całościową ocenę. 

Mówiąc szczerze, nie oczekiwałem jakichś rewolucji od kolejnej serii przygód Alexa Huntera. Co więcej, cieszę się, że obok zwykłego trybu menedżera, będę mógł też odprężyć się przy rywalizacji z komputerem ubranej w prostą historię. Cutscenki wyglądają solidnie, a wymyślona przez twórców fabuła potrafiła zaangażować już w poprzednich odsłonach. 

 

Jestem wyjątkowo pozytywnie nastawiony do nowej Fify. Wersja demonstracyjna przyciągnęła mnie do siebie na zdecydowanie więcej meczów, niż spodziewałem się, włączając PlayStation 4. Szybszy sposób gry jest dużo bliższy temu, co zawsze zachęcało mnie do poprzednich tytułów. Bardzo obiecująco zapowiada się również zmieniony system dryblingu. Wygląda na to, że Destiny 2 nie będzie jedyną rozrywką, która pozwoli mi przetrwać do premiery Call of Duty: World War II

Na koniec, wedle coraz mocniej utrwalającego się zwyczaju, zapraszam Was do obejrzenia krótkie galerii screenów. 

Fifa 18 – wersja demonstracyjna