• Udostępnij na Google+

Ostatni weekend przyniósł esportowym fanom bardzo dużo radości. Finał Mistrzostw Polski w Łodzi zaserwował porządną dawkę League of Legends oraz Counter Strike’a, a gdyby tego było mało, każdego wieczora rozpoczynały się rozgrywki ESL One w Nowym Jorku. Dzisiaj chciałem skupić się na zagranicznym turnieju, ponieważ okoliczności triumfu FaZe Clan zmuszają do zastanowienia się nad przyszłością sceny Counter Strike’a…

Dominacja FaZe Clan

Zacznijmy od najbardziej oczywistego elementu. Amerykańska organizacja niedawno wzbogaciła się o kilka głośnych nazwisk. Najpierw przyszedł Nikola ‘NiKo’ Kovac, uważany za jednego z najlepszych zawodników na świecie. Pół roku później do składu FaZe Clan dołączyli Olof ‚olofmeister’ Kajbjer Gustafsson oraz Ladislav ‘GuardiaN’ Kovacs. Obok raina i karrigana panowie stworzyli coś na wzór esportowego Realu Madryt. Międzynarodowa ekipa pełna gwiazd.

Thorin, jeden z najbardziej popularnych analityków, powiedział kilka turniejów temu, że jego zdaniem aktualny skład FaZe Clan osiągnie mniej niż poprzedni. ESL One w Nowym Jorku ukazał niewielką lukę w podejściu Duncana. Dotychczasowe zwycięstwa w wykonaniu drużyny karrigana wyglądały tak, jakby jedni nadrabiali swoją formą za słabsze występy drugich. Rain potrafił przespać kilka okazji na widowiskowe fragi, NiKo źle wchodził w niektóre mecze, a GuardiaN czasami grał na 50% swoich możliwości.

Tymczasem ESL One dla FaZe Clan było niczym ten jeden matchmaking, kiedy gracie ze znajomymi, wygrywacie 10-0 i wszyscy biegają za fragami, żeby tylko nie znaleźć się na dole tabeli po tak dominującym występie. Skróty, rushe, magiczne flashe… Cokolwiek nie wpadłoby Wam w takiej sytuacji do głowy, pewnie zakończyłoby się sukcesem. Wystarczy spojrzeć na statystyki, jakie panom udało się osiągnąć podczas turnieju, żeby zdać sobie sprawę z poziomu ich dominacji.

Im dłużej oglądałem ESL One, tym bardziej FaZe pod pewnymi względami przypominało mi SK. Patrząc na kolejne rundy, dwie AWP ze strony olofmeistera i GuardiaNa czy egzekwowane strategie, czułem delikatne przerażenie. Tak jak powtarzali już kilkukrotnie analitycy zaraz po skończonym turnieju, mieliśmy okazję zobaczyć FaZe w szczycie formy, kiedy wszyscy zawodnicy grają na podobnym poziomie. Moim zdaniem, jeżeli uda im się takie występy powtarzać regularnie, moglibyśmy myśleć nawet o rekordach pokroju Fnatic.

Wielki powrót amerykańskiego Counter Strike’a?

Słynna organizacja Call of Duty, FaZe Clan, wyjeżdżająca z Nowego Jorku bogatsza o 125 tysięcy dolarów to dopiero początek sukcesów naszych kolegów z zachodu. Cloud9 trafiło do półfinału po zwycięstwie z Na’Vi, a w najlepszym meczu całego turnieju Team Liquid ograło SK Gaming, meldując się w finale z FaZe. Nie mogę wiele powiedzieć o występie Cloud9 przez podział fazy grupowej na dwa streamy, ale widziałem na szczęście wszystkie fragi TL

Bardzo dużo rzeczy imponowało mi w grze Liquid. Po pierwsze, siedemnastoletni Twistzz, który w tak młodym wieku bez mrugnięcia okiem wygrywał kolejne pojedynki z wieloma bardziej doświadczonymi kolegami. Po drugie, zabójcze trio Twistzza, jdm’a i EliGE momentami sprawiało wrażenie niemożliwego do zagięcia. Przez większość turnieju panowie nieśli pozostałą dwójkę na swoich barkach, nie schodząc z obranego na samym początku poziomu. Gdyby tylko Stanislawowi i nitr0 udało się odnaleźć jakiś rytm gry, pojedynki Team Liquid wyglądałyby jeszcze bardziej przekonująco.

Dobrze wróży również sukces Cloud9. Po swoim dobrym okresie, shroud niedawno zdecydował się poświęcić karierze streamera. Razem z nim ze składem nareszcie pożegnał się n0thing, a organizacja w ich miejsce sprowadziła Rusha oraz Tarika. Trzeba liczyć na to, że obie drużyny poniesie ich niedawny sukces i utrzymają się na poziomie, jaki reprezentowali na swojej ojczystej ziemi. Bardzo dobrze życzę Amerykanom, a patrząc nawet po League of Legends, ich pojedynki z Europą zawsze wzbudzały sporo emocji.

Kolejna porażka Virtus.pro

Na koniec chciałem tylko zaznaczyć, że z polskim składem Counter Strike’a wciąż jest coś nie tak. Na pewno mieliśmy trochę pecha, trafiając w decydującym meczu na Liquid, które dwa dni później niespodziewanie trafiło do wielkiego finału. Grupa z Astralis i FaZe również nie sprzyjała wielkim sukcesom. Daleki jestem jednak od opinii zwiastujących koniec Virtus.pro właśnie po tym turnieju.

Najgorzej wyglądają niedzielne kłótnie paszy w komentarzach na Facebooku. Dotarliśmy do momentu, kiedy panowie nie mogą opanować swoich emocji. Takie sytuacje rzucają jeszcze ciemniejsze światło na sytuację Virtus.pro. Najbardziej dziwi fakt, że to właśnie pasza wygląda na zawodnika, który w drużynie zrobił przez ostatnie miesiące konkretne postępy. Jego gra z AWP znacznie się poprawiła, Jarek często lądował na górze tabeli, a czasy nazywania go najsłabszym ogniwem wydają się bardzo odległe.