• Udostępnij na Google+

Na nieco ponad tydzień przed konsolową premierą Destiny 2, sequel do głośnego FPS-a mieliśmy okazję przetestować na PC. Internet oszalał, gra Bungie pierwszego dnia szybko wskoczyła na szczyt listy najchętniej oglądanych gier na Twitchu, a serwery momentami trzymały się na słowo honoru. Dzisiaj beta dobiega końca. Przyszedł więc czas, żeby wreszcie usiąść i zastanowić się, czy powinniśmy zacząć odkładać pieniądze na koniec października…

 

Przemyślana zawartość

Podobno beta testy na PlayStation 4 wyglądały podobnie. Byłem wtedy poza domem, na wakacjach, nie sprawdziłem Destiny 2 na konsoli, więc nie mam porównania. Widać jednak, że Bungie bardzo starało się, żeby nie zdradzić zbyt wiele, jednocześnie podtrzymując zbudowany wokół gry hype i oferując graczom jakąkolwiek powtarzalność. Większość z postanowień została spełniona.

Przy pierwszym odpaleniu beta częstowała graczy krótką cutscenką i standardową dla Destiny misją. Ot, znaleźliśmy się w środku niebezpieczeństwa. Trzeba zabić stających na naszej drodze przeciwników, pokonać kilku silniejszych rywali, a później zmierzyć się z finałowym bossem. Zwieńczona ucieczką misja, zaraz po kolejnym fabularnym filmiku, przenosi nas prosto na orbitę, gdzie czekają na nas trzy aktywności – dwa rodzaje PvP (Competitive i Quick Play) oraz jeden strike.

Doświadczeni gracze powinni być już dobrze zaznajomieni z oferowaną przez betę zawartością. Misja wędrowała znanym z Destiny szablonem, Quick Play oferował tylko tryb Control, gdzie zadaniem każdej z drużyn było po prostu przejmowanie różnych punktów, a Competitive można śmiało porównać do turniejowej wersji Counter Strike’a. Czteroosobowy zespół musi zająć jedno z dwóch wskazanych miejsc, podłożyć ładunki i nie pozwolić przeciwnikom ich rozbroić lub po prostu ich powybijać.

Bardzo dobrą decyzję Bungie podjęło również w kwestii dostępnych broni. Na początek dostaliśmy 200 poziom światła, zestaw ekwipunku oraz kilka dodatkowych przedmiotów do wyboru. Całą resztę mogliśmy odblokować, dzięki nagrodom zgarnianym pod koniec każdej aktywności. Światło nie rosło w górę, ale gracze dostali szansę sprawdzenia wszystkich rodzajów broni, oswojenia się z różnicami pomiędzy nimi oraz całym systemem strzelania.

PC Master Race pełną gębą

Nie pamiętam, kiedy ostatnio odczułem tyle przyjemności z grania, ile zaserwowały mi pierwsze minuty z Destiny 2 na PC. Świat, w którym kilka lat temu, na konsoli, spędziłem setki godzin, teraz wygląda jak malowany. Żadnego ograniczenia liczby klatek, płynność, grafika… Mój Titan nigdy nie wyglądał tak dobrze. Obawiałem się o optymalizację, słuchając plotek o wersji na PC, ale na szczęście nie miałem racji.

Tryb PvP wreszcie sprawia przyjemność, Competitive mocno przypomina Halo, a z poziomem optymalizacji, o który zadbało Bungie, można już nigdy nie wstać od komputera. Martwiłem się również o mechanikę strzelania i odpowiednie przeniesienie jej na klawiaturę i myszkę, ale tym razem też niepotrzebnie zawracałem sobie głowę. Strzelanie oraz różnorodność broni nieustannie pozostają jedną z największych zalet Destiny.

Nie obyło się jednak bez dramatów… Wspomaganie celowania doprowadziło do kilku nadużyć ze strony graczy, powodując sporo nerwowości w społeczności PC. Twórcom powinno to uświadomić, że wersja konsolowa wymaga kilku poprawek, zanim przerzucą ją prosto na Battle.net. Do tego jednak miała częściowo służyć ta beta. Zostały prawie dwa miesiące na przeanalizowanie odkryć graczy i podjęcie odpowiednich decyzji.

Ciężka przeprawa dla nowicjuszy

Nie jestem do końca pewny, jak odnajdą się w całym tym zamieszaniu gracze, którzy nie mieli z pierwszą częścią nic wspólnego. Może nie mają konsoli? Nie używają Twitcha? Nie śledzą YouTube’a w poszukiwaniu nowości? Ominęły ich zachwyty, trafili na betę, próbując odpalić kolejny mecz w Overwatchu i postanowili sprawdzić, co nowego ma do zaproponowania Blizzard.

Zostają wrzuceni na jakąś planetę, zabijają kilku bossów, a chwilę później gra nagle proponuje im kilka meczów PvP oraz coś na wzór dungeonów z World of Warcraft. Większość bety ogrywałem ze znajomym, który nigdy z Destiny nie miał do czynienia. Cała jego wiedza opierała się na tym, co usłyszał ode mnie lub przeczytał w internecie.

Biorąc pod uwagę, ile rzeczy trafiało do niego jako całkowite zaskoczenie, zorganizowana przez Bungie beta nie próbowała zbyt intensywnie zachęcić do siebie nowych graczy. Co więcej, udostępniony fragment zakładał, że wszystko jest jasne, a wszyscy dokładnie wiedzą, z czym mają do czynienia.

Nie wyobrażam sobie jak te kilka dni miałoby zachęcić kogoś niezaznajomionego w temacie do zakupu gry. Gdyby kogoś nie urzekła sama mechanika strzelania, reszta pozostaje wielką niewiadomą. Nikt nie wspomina o rozwoju postaci, o istocie poziomu światła czy całej zawartości, jaka czeka na Strażników, kiedy rozpocznie się endgame.

 

Nie zmienia to jednak faktu, że betę powinniśmy zaliczyć do udanych. Nowi gracze może nie odnajdą się od razu w zorganizowanych aktywnościach, ale ciężko też byłoby kogokolwiek zniechęcić. Gra jest płynna, dobrze zoptymalizowana, wygląda rewelacyjnie i oferuje kawał solidnej, satysfakcjonującej rozrywki. Do premiery zostały jeszcze dwa miesiące, Bungie ma odrobinę czasu, żeby przemyśleć ewentualne poprawki, a za tydzień będziemy już konkretniej rozmawiać o wersji konsolowej.