• Udostępnij na Google+

 

Destiny 2 zapowiedziane. Pierwszy trailer już w sieci, premiera ustalona na 8 września, a na oficjalnej stronie można znaleźć już zawartości poszczególnych edycji gry. Nic tylko rozsiąść się wygodnie i zastanowić, co może czekać sequel na PC. 

Spędziłem dobrych kilkaset godzin przy konsolowej wersji Destiny. Daleko mi było co prawda do całkowitego hardcore’u i odpadłem niedługo po pierwszych raidach, ale przez sporą część swojego liceum nie wyobrażałem sobie, żeby kupować jakąś inną grę na PlayStation 4. Czasy się zmieniły, od ponad roku nie gram na konsoli, a moją główną platformą stał się komputer. Zacząłem więc zastanawiać się nad tym, co może mnie spotkać podczas grania w Destiny 2 na PC.

Hakerzy

Hackers

To była pierwsza myśl, która przeszła przez moją głowę, kiedy zostały potwierdzone informacje o Destiny na PC. Po ciągłym słuchaniu o Counter Strike’u, przygodach lata temu w Call of Duty czy wreszcie ostatnim przypadku The Division, hakerzy pokazują, że nie przegapią żadnej okazji. Jedni strzelają przez ściany, inni widzą cię z kilometra, a jeszcze kolejni latają nad mapą. Pozbawieni ambicji gracze są w stanie zepsuć niemal każdą grę. Istnieją oczywiście sytuacje jak Rainbow Six, kiedy czyszczenie fali hakerów spowodowało wzrost popularności i kolejne życie samej gry, jednak komputerowych weteranów nigdy nie opuści myśl, że szczyty większości tabel zajmowane są przez oszustów.

PvP to na szczęście w Destiny raczej mniejsza część rozgrywki, szczególnie dla mnie. Pamiętam, że na Reddicie czasami trafiały się osoby skupione głównie na pojedynkach między innymi graczami, ale mimo tego ciężko Destiny nazywać konkurencją dla Call of Duty czy Battlefielda. Potencjalni hakerzy mogą więc napsuć trochę szyku chyba głównie w Iron Bannerze. Poza tym nadzieja w rozwiązaniu ewentualnych problemów leży w Bungie. W moich oczach nie jest to jednak problem na tyle prawdopodobny, żeby zakładać od razu najgorszy scenariusz.

Scena competitive

14

Temat potencjału esportowego Destiny jest materiałem na oddzielny artykuł. Mówiąc jednak krótko, PC jest w stanie dużo prościej wykształcić małą scenę. Wystarczy inicjatywa kilku pracowitych użytkowników Reddita, para sponsorów i gracze mogę walczyć ze sobą o kilkaset dolarów w regularnych, weekendowych starciach. Widać to na przykładzie For Honor, małych turniejów organizowanych przez weteranów. Ubisoft nie przyłoży do tego ręki, ale jest chociaż okazja, żeby zagrać z najlepszymi bez systemu rankingowego.

Bardziej zaawansowany rozwój jest sprawą skomplikowaną. Nie tylko zależy to od samego Bungie, ale również wymagałoby stworzenia trybu turniejowego dostosowanego bardziej do sprawiedliwych rozgrywek online. Tak czy inaczej, zachęca fakt, że społeczność „streamersko-hardcore’owa” powinna przenieść się na PC, a potencjalna scena Destiny pozwoli wchodzić do gier PvP nie tylko po to, żeby zaliczyć kilka misji.

Toksyczna społeczność

Mam wrażenie, że komputer zbiera dużo bardziej toksycznych graczy. Mikrofon przy ustach każdego z zawodników, łatwość komunikacji poprzez klawiaturę i popularne w większości gier czaty głosowe bardzo upraszczają obrzucenie kilkoma soczystymi wyzwiskami przeciwników. Graczy na PC jest więcej, komputer stoi w domach każdego dziecka… Domyślam się, skąd może wynikać taki stan rzeczy.

Oczywiście po raz kolejny zakładam bierność ze strony Bungie oraz fakt, że cena samego tytułu nie wpłynie na napływ negatywnych graczy. Jeżeli ktoś zbanuje mi konto w League of Legends, mogę zaraz założyć kolejne i najwyżej nadrobić stracone przez to godziny. Ban w Overwatchu, Battlefieldzie czy właśnie Destiny 2 będzie kosztował mnie dodatkowe 200zł, co może zmusić do zastanowienia nad sensem wylewanych z siebie potoków przekleństw.

Myszka i klawiatura

Prawie 200 godzin w Rainbow Sixa na razie skutkuje głównie irytacją albo zdobywaniem punktów za skanowanie przeciwników przez kamery. Nie dorobiłem się jeszcze celności i refleksu topowych zawodników Counter Strike’a, z kolei na padzie jestem w stanie strzelić kilka headshotów. Dalej uważam jednak, że klawiatura i myszka pozwoli mi wyciągnąć więcej z Destiny niż kontroler od PS4. Swoboda myszki pozwala często oszczędzić wiele czasu w prostych sytuacjach.

Nie odpalając konsoli przez ostatni rok, przyzwyczaiłem się też do klawiatury, która zawsze jest pod ręką. Spodziewam się wewnętrznego czatu w lobby gier PvP albo nawet w party, podczas tworzenia grupy na raid albo robienia strike’ów z losowymi graczami. Prawdopodobieństwo posiadania headsetu rośnie, nikt nie gra z padem w ręku i przyciszonym telewizorem. Można spokojnie dogadać się poprzez mikrofon czy też pisząc kilka zdań na klawiaturze. Kiedy teraz się nad tym zastanawiam, nie chcę tracić świadomości, że mogę bez problemu dogadać się z dowolnym graczem.

Brak pada

Paradoksalnie przeniesienie rozgrywki Destiny na myszkę i klawiaturę wywołuje również we mnie pewne obawy. Najmocniejszą stroną pierwszej gry Bungie był dla mnie jeden z aspektów, który ciężko jest wyjaśnić słowami. Destiny uważałem za grę niemal doskonale przystosowaną pod pada. Nie bałem się wziąć do ręki snajperki, strzelać z shotguna albo z powolnych rewolwerów. Bez obaw stawałem do pojedynków z broniami, które wymagały ode mnie wyłącznie strzałów w głowę.

Nie chodzi w tym przypadku jedynie o moje umiejętności mechaniczne, ale również o to, z jaką łatwością przychodziło przełączanie się między różnymi karabinami. Każdy z nich mocno się od siebie różnił, musiał przyzwyczaić do siebie gracza, jednak nigdy granie na padzie nie było barierą do używania którejkolwiek z broni. Uwielbiałem wchodzić na proste misje PvE i strzelać po głowach bezbronnych przeciwników albo oglądać, jak nad bossem pojawiają się kolejne żółte cyferki oznaczające headshoty. Gdzieś z tyłu głowy boję się, że to uczucie zniknie, kiedy zobaczę logo Destiny 2 na ekranie mojego monitora.