• Udostępnij na Google+

Supercell znów na szczycie rankingów. Twórcy słynnego Clash of Clans kilka dni temu oficjalnie weszli na rynek ze swoim nowym hitem – Clash Royale. Pobrałem, pograłem i zauważyłem spore skłonności esportowe. 

 

Easy to learn, hard to master

Nie bez przyczyny Supercell zarobiło już jakieś półtora miliarda dolarów na swoim Clash of Clans. Ciężko nazwać to przepisem na sukces, bo gier stworzyli do policzenia na palcach jednej ręki, ale wiedzą, jak podejść użytkownika. Przede wszystkim, zasady są proste. Nie zostajemy na początku przytłoczeni informacjami. Clash Royale to w końcu połączenie Hearthstone’a z gatunkiem MOBA. Głównym zadaniem jest zniszczenie budynków przeciwnika za pomocą dostępnych jednostek. Zagranie danych kart kosztuje nas odnawiany wraz z upływem czasu eliksir, a liczba dostępnych jednostek w danej talii ograniczona jest do ośmiu. Każdy pojedynek może trwać maksymalnie trzy minuty z możliwością ewentualnej dogrywki. Idealna gra mobilna.

Zasady są proste, jasno przedstawione, a dostępne na początku karty pozwalają nam na stworzenie solidnej talii. Problemy zaczynają się na wyższym poziomie. Jednostki mają swoje statystyki, spełniają różne funkcje w walce, nadają się do określonych scenariuszy… Kluczem jest odpowiednio szybkie rozpoznanie danych sytuacji, obserwowanie poczynań przeciwnika i, co najważniejsze, obranie odpowiedniej taktyki. Już na tym etapie możemy wyróżnić kilka rodzajów decków. Jedne stawiają na nieustanną, tanią ofensywę, inne zasypują pole walki budynkami przyzywającymi gobliny czy szkielety, a ci bardziej doświadczeni po prostu czekają na ruch swojego wroga, mając w ręku odpowiedź na większość zagrywek.

 

Kosztowna bariera wejścia

Myśleliście, że wszystkie karty dostępne są od początku, co? Że Supercell wystarczająco zarobiło na Clash of Clans i prowadzi teraz działalność charytatywną? Niestety… Jednostek jest dużo, a każda z nich może zostać ulepszona, jeżeli mamy określoną liczbę kart i złota. Jeżeli nie zdecydujemy się na wyjęcie z portfela karty kredytowej, jedynym źródłem kosztowności są skrzynie. Żeby je otworzyć potrzeba jedynie czasu. Im rzadsza skrzynia, tym dłużej trwa złamanie jej zamka. Za każdy wygrany mecz zostajemy nagrodzeni jedną skrzynią z zastrzeżeniem, że możemy mieć jedynie cztery w ekwipunku. Supercell po mistrzowsku zmusza więc gracza do regularnego logowania, nagradzając nas kilkoma dodatkowymi kartami co kilka godzin.

Takie zagrania nie sprzyjają rozwojowi esportu. Najrzadsza skrzynia kosztuje mniej więcej 15 Euro. Zapewnia nam sporo potencjalnie dobrych kart, ale nie gwarantuje nowości. Grind jest w tym przypadku nieunikniony. Oprócz czasu niezbędnego do otwierania skrzyń, potrzeba również szczęścia. Karty mają swoją rzadkość. Reddit pełny jest zarówno przypadków zdobywania legendarnych jednostek z darmowych pakietów, jak i narzekań na niewielką liczbę kart po tygodniu grania.

 

Esport – tak czy nie? 

Tak. Clash Royale na pewno nadaje się do tego dużo bardziej niż Clash of Clans. Supercell swojego czasu mówiło w wywiadach o takich koncepcjach, ale było to na tyle nieśmiałe, że najwyraźniej pomysł umarł śmiercią naturalną. Tymczasem ich nowe dziecko przewiduje nawet oddzielną zakładkę z powtórkami meczów na najwyższym poziomie rankingowym.

Największym problemem jest aktualnie duża losowość w zdobywaniu nowych kart. W rezultacie czołówka legendarnej Areny dzieli się na dwa rodzaje graczy: tych, którzy wpakowali w grę konkretne pieniądze z nadzieją streamowania czy turniejów i tych, którzy szybko uciekli z pierwszych aren, mając dostęp do gry kilka tygodni przed globalną premierą.

 

Clash Royale potrzebuje czasu. Supercell znane jest ze wspierania swoich produkcji, więc i w tym przypadku nie powinniśmy się zawieść. Patrząc na nerfy i buffy, określone rodzaje decków czy kreującą się powoli metę, nie wierzę, że nikt nie spodziewał się takiego rozwoju wydarzeń. Trzeba po prostu poczekać, aż sytuacja się ustabilizuje. Rankingi niedługo się pozmieniają, więcej graczy dostanie większość kart, a awans w rankingach zacznie w dużym stopniu zależeć od dobieranych kart, umiejętności analitycznych i szybkiego podejmowania decyzji. Kto wie, może bariera wejścia nieco zmaleje. Poczekamy, zobaczymy…