• Udostępnij na Google+

Potwierdziły się informacje o zmianie tła dla kolejnej gry z serii Call of Duty. Wreszcie Activision postanowiło posłuchać corocznych błagań swoich fanów i wrócić do tematu wojny światowej. Odpaliłem ostatnio konsolę i postrzelałem chwilę w najnowszą część, jednocześnie układając sobie w głowie kilka tematów, które powinny zostać poruszone przy okazji wyczekiwania tegorocznej premiery. 

Przede wszystkim, jako historyczne tło następnego FPS-a, w grę wchodzi wyłącznie druga wojna światowa. Większość weteranów mówiła o tym wcześniej, ale teraz, po premierze Battlefielda 1, wiemy to na pewno. Broni jest mało, ciężko każdej z nich nadać konkretnego ‚feelingu’, czyniąc ją oryginalną, a możliwość ich modyfikacji praktycznie nie istnieje. Historyczne ograniczenie pierwszą wojną zabiło dla mnie nowego BF-a i wiem, że nie byłem osamotniony w tych odczuciach. Na szczęście plotki od początku zapowiadały drugą wojnę światową i wedle potwierdzeń prosto z Twittera nie musimy obawiać się o jakąś nagłą zmianę miejsca akcji.

Infinite Warfare nie zdało egzaminu

Call-of-Duty-Modern-Warfare-Remastered-PS3

Zepsuty Black Ops 3 praktycznie przestał już dla mnie istnieć. Kolejna gra w klimatach science-fiction jednoznacznie uświadomiła wszystkim, że przyszedł czas na konkretną zmianę. Może to przez brak pomysłów ze strony dewelopera albo jakieś narzucone przez Activision sugestie, o których nie wiemy, ale Infinite Warfare sprawia wrażenie odgrzewanego kotleta.

Black Ops 3 miał przyjemny gameplay, kilka świetnych broni i mimo biegania po ścianach czy odrzutowych plecaków, całość sprawiała wrażenie odświeżenia tematu. Infinite Warfare nie tylko nie wniósł nic nowego, ale praktycznie zepsuł zeszłoroczny tytuł, do którego teraz wracam dużo chętniej mimo mniejszej liczby graczy i zainteresowania.

Odbiór nowego Call of Duty potwierdzają zebrane wokół Reddita społeczności, a nawet same turnieje. Emocji podczas ostatnich rozgrywek co prawda nie brakowało, ale sam gameplay nie różni się wiele od poprzednich lat przez co unikalna cecha turniejowego Call of Duty zniknęła razem z ochotą do śledzenia kolejnych pojedynków OpTic z eUnited.

Ostatecznym argumentem za powrotem starych, dobrych czasów jest zainteresowanie Modern Warfare Remastered. Gra nie zebrała niestety wystarczająco dużej społeczności, żeby pokazać chęć powrotu tzw. gier ‚botg’ (boots on the ground), ale po części jest to wina braku możliwości kupienia gry oddzielnie, poza pakietem z Infinite Warfare.

Żadnych specjalistów i super-umiejętności

COD-Infinite-Warfare-Breakout-Map

Nie mówię tylko za siebie, domagając się wyrzucenia z gry wszelkich specjalistów z miotaczami ognia albo lataniem po ścianach. Dożyliśmy Call of Duty, gdzie po mapie latają na czterech kończynach gracze przypominający metalowe psy i rzucają się na przeciwników. Nikomu nie jest to potrzebne. Ciężko mi sobie wyobrazić, jak podobne koncepcje można wrzucić do drugiej wojny światowej, jeżeli odchodzimy już od futurystycznych koncepcji, ale warto zaznaczyć, że wszelkie odnawiające się z czasem umiejętności są zbędne. Zawsze można zepsuć klasyczną rozgrywkę tymczasowym patrzeniem przez ściany, super-słuchem albo innym bzdurami.

To samo tyczy się tegorocznego absurdu w postaci legendarnych broni z unikalnymi cechami. Niektóre wskazywały przeciwników na mapie, a jeszcze inne zapewniały małą strzelbę pod lufą karabinu. Nagle szczęście w połączeniu z grubym portfelem zapewniały nie tylko oryginalny wygląd, ale również faktyczną przewagę nad pozostałymi graczami. Zaczęło się od francuskich kluczy w Black Opsie 3, a kończy na takich przypadkach, które nie powinny wrócić do Call of Duty.

Więcej myślenia

Obejrzyjcie sobie fragment rozgrywanego przez Nadeshota turnieju 3v3 w Call of Duty Modern Warfare Remastered i zobaczcie, jak bardzo rozgrywka różni się od tego, co widać chociażby w Infinite Warfare. Tryb rankingowy jest zupełnie czym niż klasyczne deathmatche czy dominacje, a pod przyciskiem odpowiadającym skok nie mamy dodatkowego jetpacka. Chodzi jednak bardziej o fakt, że zniknęło gdzieś z rozgrywki sporo myślenia.

Na początku chciałem opisać to jako ‚taktyczny gameplay’, ale bałem się porównań do Counter Strike’a. Teraz Call of Duty kojarzy się z lataniem po ścianach, błyskawiczną rozgrywką i mechanice opartej wyłącznie na refleksie. Tegoroczny remaster przypomina czasy, kiedy czas nieco zwalnia, a zwycięstwo wymaga znacznie więcej strategii.

Competitive playlist

call_of_duty_modern_warfare_remastered_review_7

Chciałbym większego nacisku na rankingowy system Call of Duty. Większość ludzi zazwyczaj wchodzi do gry, włącza drużynowy deathmatch i załamuje ręce nad poziomami graczy, których akurat wrzuciło do przeciwnego składu. W rezultacie na mecze w competitive playlist czeka się wieki, a zainteresowanie jest na tyle małe, że nikt o ten tryb nie dba. Za potwierdzenie moich słów wystarczy czas, jaki potrzebowali deweloperzy, żeby wprowadzić do Infinite Warfare listę turniejową chociaż podobną do tego, czego mieliśmy okazję doświadczyć w poprzednich grach.

Zachęćmy graczy, żeby założyli na głowy słuchawki, włączyli mikrofony i poznali to Call of Duty, jakim Amerykanie ekscytują się podczas turniejów. Nagradzajmy za gry rankingowe skinami do broni czy jakimiś zrzutami, niech słynne Search & Destroy stanie się popularne. Od lat mam wrażenie, że Call of Duty ma swoje dwie strony – rankingową i casualową.

 

Nie wymagam zbyt wiele. Cieszę się z powrotu do drugiej wojny światowej i jestem bardzo podekscytowany tym, co może przyjść wraz z końcem tego roku. Patrząc na kilka grafik, które jakiś czas temu wyciekły do sieci, nie spodziewałbym się żadnych zwrotów akcji w stylu „Co by się stało, gdyby w wojnie światowej walczyli ludzie-cyborgi…”. Chciałbym powrotu do korzeni i lat 40-tych na nowym silniku, lepszej mechanice i odświeżonej, płynnej rozgrywce. Kolejne plotki, zwiastuny i wypowiedzi deweloperów powinny przez następne miesiące odpowiedzieć na pytanie, ile z tych oczekiwań może stać się rzeczywistością.