• Udostępnij na Google+

 

Blizzard eSportem stoi. Jak sami przyznali na otwierającym ostatnie wydarzenie panelu, zawsze przykuwali bardzo dużą uwagę do rywalizacji w swoich grach. BlizzCon swoją pulą nagród, realizacją i rozmachem bardzo dosadnie przypomniał, że na scenie eSportowej istnieje jeszcze jeden konkretny gracz. Usiadłem więc wygodnie przed monitorem 4 listopada i zobaczyłem wszystko, co Blizzard miał do zaoferowania.

Overwatch

EV3HNL6HAL201473865010379

Moja nowa eSportowa miłość. Oglądałem dosłownie wszystkie mecze BlizzConu, razem z wcześniejszą fazą grupową. Muszę przyznać, że dawno nie oglądałem żadnego turnieju z taką przyjemnością. Nie chodzi nawet o przyjemność, jaką czerpię z całej gry. Chodzi o samo widowisko. Overwatch jest dynamiczny, bardzo mocno oparty na drużynowej synergii i ma ten element MOBY, o którym mówiłem od samego początku, czyniący z wyboru postaci oddzielną atrakcję.

Odwołuję również wszystkie wątpliwości odnośnie tworzenia Mistrzostw Świata reprezentacji, a nie drużyn. Na początku uważałem to za bzdurę i zastanawiałem się, czy ludzie chętniej nie oglądaliby pojedynków między Envy a NRG. Na szczęście praktyka mocno mnie zaskoczyła. Zebranie narodowych zespołów okazało się kapitalnym zespołem, a patrzenie na Koreę niesamowitą przyjemnością.

Przy okazji towarzystwo z Azji uświadomiło też wszystkim niedowiarkom, że tak jak w LoL-u czy Starcrafcie można dokonywać cudów, tak i w Overwatchu Winston może wejść na poziom, o którym nie śniło się Europie. Świetny turniej, trochę niefortunne ułożenie drabinki, ale playoffy przyniosły kilka naprawdę emocjonujących spotkań. Liczba widzów wskazywała na to, że możemy w przyszłości spodziewać się wielu podobnych imprez.

 

Hearthstone

Competetive Hearthstone zaczyna mnie powoli denerwować i sądząc po ostatnich opiniach krążących po internecie, nie jestem sam. Topowy poziom składa się praktycznie z tych samych decków różniących się od siebie kilkoma kartami, widz wie dokładnie, czego spodziewać się po konkretnych rundach, a największe emocje wzbudza losowość. Co gorsza, patrząc na ostatnie wprowadzane przez Blizzard zmiany, udział RNG rośnie z każdą kolejną dodawaną kartą.

Wystarczy spojrzeć na aktualnego Mistrza Świata, zwycięzcę tegorocznego BlizzConu, Pavela, który w playoffach wygrał dwa BO7, przegrywając 0-3. Kompilacje szczęśliwych, całkowicie losowych zagrań mogą niektórych przyprawić o zawał serca. Ciężko mówić, że to tylko takie zagrania zwyciężają gry, ale po kilku takich akcjach w fanach narasta irytacja.

Hearthstone zaczyna zmierzać w delikatnie niepokojacym kierunku. Liczba widzów może dalej rosnąć, ale razem z nimi rośnie również fala narzekań na aktualny stan gry. BlizzCon 2016 doskonale pokazał, że istnieje kilka zmian, nad którym trzeba pomyśleć, żeby uczynić tę grę mniej losową. Można przecież połączyć losowość z matematycznymi umiejętnościami i dać widzom cieszyć się również z tych niespodziwanych i przemyślanych zagrań.

 

Heroes of the Storm

D19ET0PP6KS81446141503479

Tak jak BlizzCon podał nam na tacy kilka wad swojej karcianki, tak nieco później zanudził również na śmierć finałami HotS-a. Mówiąc nieco delikatniej, MOBA Blizzarda okazuje się jedynym poważnym problemem w zestawie oferowanych przez nich tytułów. Abstrahując już od bardzo niskiej bazy graczy, eSportowa odsłona HotS-a prezentuje się równie przeciętnie.

Największym problemem wydaje się mały wpływ jednostki na wynik całego spotkania. Z jednej strony mamy do czynienia ze sporymi zmianami w stosunku do chociażby LoL-a, gdzie wynik 7-0 na środkowej linii pozwala kilkoma kliknięciami niszczyć połowę przeciwnej drużyny, ale z drugiej strony nie ma z tego żadnego widowiska. W rezultacie cecha Heroes of the Storm, która czyni go najbardziej rozpoznawalnym wśród innych reprezentantów tego gatunku, jest jednocześnie jego największą wadą.

Bardzo jestem ciekawy, co stanie się dalej z HotS-em. Overwatcha ogląda się rewelacyjnie, zupełnie nie interesuję się Starcraftem, ale wiem, że ma swoją rzeszę fanów, podobnie jak Hearthstone, ale MOBA jakoś nie może odnaleźć właściwego toru. Zobaczymy, co powie internet, kiedy zabiorą się za 15 wygranych dających im skina do Genjiego. Więcej graczy trafi na pola bitwy i może wtedy społeczność wreszcie wypunktuje Heroes of the Storm za konkretne błędy.