• Udostępnij na Google+

Ostatni miesiąc w grach online stoi pod znakiem PlayerUnknown’s Battlegrounds. Switch dalej cieszy, Zelda wzbudza kolejne zachwyty, a oczekiwanie na Mario Kart zmierza ku końcowi, jednak większość wolnego czasu zabiera nowy battleroyale. 

Historia gry zaczyna się mniej więcej wtedy, kiedy na początku 2016 roku Brendan Greene, znany w internecie pod pseudonimem PlayerUnknown, rozpoczyna pracę nad swoim nowym projektem. Odpowiedzialny za takie mody jak DayZ: Battle Royale czy H1Z1: King of the Kill Brendan, postanowił wreszcie odejść we własnym kierunku. Rok później, w marcu tego roku, rusza wczesny dostęp na Steamie, a społeczność zebrana do tej pory wokół H1Z1 czy Army, dostaje nową rewelację. Po pierwszych trzech dniach gra zarabia 11 milionów dolarów, kilka dni później sprzedaje okrągły milion sztuk.

Zanim przejdę do konkretnych powodów, o których wspomina tytuł, powinienem krótko wyjaśnić osobom mniej zorientowanym, z czym mają do czynienia. Battleroyale to taki symulator Katnis Everdeen. Lądujemy na mapie z setką innych graczy, plądrujemy opuszczone domy w poszukiwaniu broni i apteczek, jednocześnie będąc zamykanym przez zawężającą się mapę. Kto zostanie ostatni na polu bitwy, zwycięża. Podobne tryby spopularyzował głównie mod do Army, a przez ostatni rok śmietankę z całego tego podgatunku spijało H1Z1PlayerUnknown’s Battlegrounds różni się nieco od każdego ze swoich rywali. Dzisiejszym artykułem postaram się powiedzieć wam, jakie są najmocniejsze strony najnowszego ze wspomnianych tytułów.

Wczesny etap gry

9d7659d8e6cf_battleunknown_8__2

Pierwszych kilkanaście minut każdej rundy battlegroundów skutecznie odstraszały mnie od podobnych gier przez długie lata. Oglądałem liczne streamy, słuchałem o H1Z1 czy Armie od znajomych i wyobrażałem sobie, jak umieram z nudów, przeszukując piętnasty budynek z kolei w nadziei na porządny karabin albo apteczkę. A co jeżeli umrę dwie minuty później, bo akurat ktoś znajdzie się na moich plecach? Szukam kolejnej gry, ląduję na ziemi i spędzam następne 10 minut, otwierając i zamykając drzwi.

PlayerUnknown’s Battlegrounds zdaje się rozwiązywać ten problem dwoma różnymi sposobami. Przede wszystkim, rzadko kiedy udaje się znajdować tyle przedmiotów, że nie potrzebujecie już zupełnie niczego. Różnorodność broni jest dosyć spora, dodatków do nich jest mnóstwo i za każdym razem czegoś brakuje. Czasami przydałby się lepszy celownik, innym razem nie ma się czym leczyć, a craftingu brak. Nie można rozłożyć kurtek czy czapek jak w H1Z1 i zrobić sobie z nich kilka bandaży. Wszystko trzeba znaleźć na ziemi, a do pewnego zwycięstwa w ostatniej fazie gry, potrzeba porządnego ekwipunku.

Ogromna mapa

playerunknown-battlegrounds

Po kilkudziesięciu godzinach spędzonych na ciągłym bieganiu po mapie, gra pozwala poznać już większość kluczowych miejsc, ale nie można odmówić jej dostępnych możliwości. Kiedy samolot zaczyna lecieć nad całym obszarem, a gracze zaczynają zastanawiać się, gdzie najlepiej wylądować, opcji jest mnóstwo. Z czasem większość domów czy magazynów zaczyna się kojarzyć z konkretnymi akcjami, garaże z samochodami zapadają w pamięć, a mosty automatycznie przypominają o dostępnych w grze łodziach motorowych.

Samolot, w którym rozpoczynamy każdą grę w kolejnych podejściach przelatuje nad innymi partiami mapy. Dzięki temu w większości gier startujemy w innych miejscach, szukamy środka transportu przy różnych ulicach i w rezultacie każdy etap początkowy oferuje odrobinę co innego. Moment tzw. ‚lootowania’ dalej nie jest najciekawszą rzeczą w całym PlayerUnknown’s Battleground, ale w połączeniu z następnym argumentem potrafi trzymać gracza w napięciu aż do ostatnich sekund.

Emocje

Aspektem, który najbardziej przypadł mi do gustu, jest coś znacznie głębiej ukrytego niż różnorodne bronie czy kolorowe ubrania. Od momentu kiedy lądujemy na ziemi i rozglądamy się, czy ktoś nie wybrał tego samego miejsca co my, aż do ostatnich sekund, pojedynkując się 1 na 1 z przeciwnikiem, PlayerUnknown’s Battlegrounds towarzyszy bardzo specyficzne uczucie. Za każdym drzewem może stać przeciwnik, domy dookoła mogą być kryjówką dla wroga z shotgunem, a najprostsza kępka trawy w środku pola wyznaczonego do walki stanowi potencjalną zasłonę dla rywala.

W praktyce pozornie proste i bezbolesne przejście przez pustą przestrzeń w końcowym etapie gry powoduje skoki ciśnienia. Mieszanka adrenaliny z obawą motywuje i ekscytuje. Podoba mi się, jak zwykła, pojedyncza gra sprawia wrażenie walki o Mistrzostwo Świata. Najlepszym elementem są emocje, które nie opuszczają graczy aż do wyłączenia Steama. Po zaciętej grze trzeba chwilę ochłonąć, przeanalizować wykonane ruchy i wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Strategia

playerunknown-battlegrounds-beta-and-early-access-3

 

Element taktyczny widać praktycznie na każdym etapie gry. Początek wymaga przejrzenia Reddita albo odrobiny doświadczenia i kilkudziesięciu rozegranych partii. Jest to dosyć powtarzalne i wymaga zwyczajnego przetestowania większości miejsc, zapamiętania budynków, potencjalnych miejsc odradzania się łódek czy samochodów. Mid-game z kolei, zależy głównie od stylu gry. Możemy próbować plądrować miasta pełne ludzi i próbować zabić kilka osób, aby przejąć ich ekwipunki albo trzymać się z dala od nich i nie podejmować większego ryzyka. Obie strategie skutecznie korygują oczywiście pojawiający się wokół nas ludzie.

Prawdziwa taktyka rozpoczyna się, kiedy kółko w obrębie którego toczymy walkę o zwycięstwo jest niewielkie, a na polu bitwy zostaje średnio 30 osób. Refleks odchodzi gdzieś na bok, liczy się sokole oko zdolne wśród krzaków, drzew i różnych cieni dostrzec model gracza, a nad wszystkim górę bierze pozycjonowanie. Kółko zwęża się co kilka minut, co zmusza pozostałych do ciągłej zmiany pozycji. Trzeba pomyśleć, skąd może wyjść przeciwnik, mieć oczy dookoła głowy i w krótkim czasie podejmować rozważne decyzje. Wygrywa nie tylko celność, ale również inteligencja i chłodny umysł.

Satysfakcja

Jeżeli dotarliście do tego momentu artykułu i zebraliście wszystkie argumenty do jednej, naszpikowanej adrenaliną gry, możecie wyobrazić sobie, co czułem, kiedy na naszym koncie pojawiło się pierwsze, i jak dotąd jedyne, zwycięstwo. Nie chodzi nawet o punkty do ogólnego rankingu czy walutę pozwalającą na kupienie kolejnych skrzynek z ubraniami dla twojej postaci. Z całej setki osób przeżyłeś ty, sam lub ze swoimi znajomymi.

Kilkadziesiąt minut ostrożnego przeszukiwania domów, rozglądania się po wszystkich kątach i podejmowania możliwie najlepszych decyzji zaowocowało pokonaniem wszystkich pozostałych graczy. Może miałeś odrobinę szczęścia, może spotkałeś przez całą grę raptem kilka osób, ale żeby zwyciężyć, musiałeś wpakować kulkę między oczy tego, kto stał na przeciwko ciebie, z morderczą ścianą czyhającą tuż za plecami.

Deweloper

player_unknowns_battlegrounds

Abstrahując od samej rozgrywki, PlayerUnknown wie, co robi. Zna się na gatunku, który reprezentuje jego gra, postawił sobie wyraźne, odpowiednie priorytety i co najważniejsze, rozumie i słucha społeczności. Na Reddicie zebrało się już prawie 100 tysięcy ludzi codziennie znajdujących kolejne błędy czy exploity.

Najnowszy patch pokazał, że deweloper dba o swoich fanów tak, jak powinien. Obok nowych kolorów samochodów, kolejnej broni czy celownika, aktualizacja odpowiedziała na bardzo dużą część problemów, o których codziennie dyskutowano na Reddicie czy Steamie. Mając na uwadze ostatnie rewelacje chociażby z For Honor, trzymam kciuki, żeby pieniądze nie uderzyły do głowy twórców, wczesny dostęp skończył się zgodnie z planem, a wsparcie zostało na tym samym, imponującym poziomie.