• Udostępnij na Google+

Dzisiaj ruszył darmowy weekend z Overwatch. Od 22 do 26 września będziecie mogli ściągnąć próbną wersję gry Blizzarda, sprawdzić się w kilku udostępnionych trybach i zagrać wszystkimi bohaterami. Przy okazji tego wydarzenia postanowiłem przypomnieć sobie swoje podboje Zenyattą, żeby zachęcić Was do przetestowania kolejnego FPS-a… 

Na początku wspomnę o kilku rzeczach organizacyjnych. Przede wszystkim, darmowy weekend będzie dostępny na wszystkich platformach – PC, PS4 i Xbox One. Ku mojemu zaskoczeniu, Blizzard postanowił w bardzo małym stopniu ograniczyć udostępnianą graczom zawartość. Będziecie mogli zagrać na wszystkich mapach, wybrać każdego z 25 bohaterów, a nawet… otwierać skrzynki! Jeżeli chcecie poznać więcej szczegółów, odsyłam Was na oficjalną stronę Overwatcha. Tam znajdziecie wszystkie niezbędne informacje. 

Różnorodność

Nie będę Was oszukiwał. Moja bezgraniczna miłość do FPS-a Blizzarda minęła już dobre pół roku temu. W okolicach premiery, kiedy mnóstwo znajomych wyposażyło się w swoją kopię i każdego dnia zapraszało do wspólnej gry, spędzałem  w Overwatchu naprawdę dużo czasu. Złota era niestety w końcu minęła, przyszedł Black Desert Online, później PlayerUnknown’s Battlegrounds, a razem z nimi tona innych tytułów. Nigdy nie uważałem jednak czasu spędzonego na mainowaniu Mercy jako czas stracony. 

Na początku najbardziej przemawiały za mną różnorodne, świetnie zaprojektowane postaci oraz historia, jaką Blizzard przewidział w tle chaotycznego FPS-a. Za każdą twarzą kryły się krótkie anegdoty albo nawet całe legendy. Również pod względem rozgrywki twórcy zaskakiwali swoich fanów coraz to ciekawszymi pomysłami. Część z postaci była ewidentnie wzorowana na innych grach, ale kilkanaście z nich przetarło własne szlaki, stając się niemalże ikoną Overwatcha. Nie bez powodu w Heroes of the Storm możemy cieszyć się ikonami pokroju TracerLucio czy Zaryi

Scena esportowa i społeczność

Jestem w pełni świadomy, że ten argument nie przekona każdego gracza. Niektórzy po prostu lubią wejść na serwery jakiegoś multiplayera i po prostu spędzić kilka godzin w towarzystwie znajomych. Wiem jednak również, iż nie jestem sam w swoim uzależnieniu do Reddita oraz Twitcha. Co za tym idzie, zawsze bardzo ceniłem sobie aktywną społeczność i możliwość do dyskusji bez odwiedzania małych, pustych forów. Lubię czasami włączyć sobie jakiegoś streama, żeby popatrzeć, co potrafią robić w danej grze gracze, którzy opanowali ją niemalże do perfekcji. 

Overwatch od samego początku spełniał wszystkie te wymagania. Co najważniejsze, wciąż je spełnia. Mimo dominacji PlayerUnknown’s Battlegrounds utrzymuje się na wysokich miejscach popularności na Twitchu, oficjalny subreddit liczy sobie prawie milion użytkowników, a Blizzard z godną podziwu wytrwałością pielęgnuje zaplecze esportowe. Może nigdy nie będzie to scena pokroju Counter Strike’a czy League of Legends, ale twórcom bez wątpienia udało się zbudować wokół Overwatcha imponującą rzeszę fanów. 

Dużo przyjemniej jest wejść w środowisko pełne poradników, filmów ze wskazówkami i sugestii związanych z różnymi postaciami. Jeżeli tylko zamarzy Wam się wyższa ranga w grach rankingowych albo lepsze statystyki, internet przeprowadzi Was krok po kroku przez wszystkie etapy niezbędnej nauki. Co roku przewijam się przez dziesiątki różnych społeczności, sam należę do kilku z nich i z własnego doświadczenia wiem, jak fajnie jest nie musieć szukać w zakamarkach Google’a osób zainteresowanych moją ulubioną grą. 

Satysfakcja

Najważniejszy punkt dosyć mocno wiąże się z różnorodnością, o której pisałem na początku. Kiedy jeszcze regularnie graliśmy ze znajomymi w Overwatcha i ktoś przychodził, żeby spytać o nasze zdanie na temat gry, niczym mantrę w kółko powtarzałem ten sam argument. Cieszyłem się z tego, jaką frajdę sprawiało mi granie supportem. Wierzyłem, że niemal każdy typ gracza odnalazłby się w którejś z ról. 

Granie bohaterami wspierającymi nie jest tutaj uważane za swojego rodzaju karę, niczym na serwerach League of Legends. Zenyattą można wyeliminować celnymi strzałami połowę przeciwnej drużyny, dobra Mercy z łatwością obroni się przed wrogą Tracer, a pierwszej styczności z Lucio nie sposób opisać słowami. Praktycznie każdy, prowadzący do zwycięstwa aspekt Overwatcha niesie za sobą tonę satysfakcji. 

Myślę, że to właśnie ten fakt utrzymał naszą grupę tak długo przy tej grze, jednocześnie zbierając wokół siebie miliony wiernych fanów. Blizzard potrafi zadbać o swoją społeczność, regularnie przypomina im o swojej obecności i zapewnia aktualizacje roznoszące się echem po całym growym światku. Macie cały weekend, żeby ściągnąć Overwatcha, sprawdzić dostępne postacie i chociaż w małym stopniu zasmakować tego, co ja pamiętam z czasów premiery. Grzechem byłoby nie spróbować…